czwartek, 13 kwietnia 2017

Jak biec jeszcze szybciej? Cz. 1. Czy pan Andrzej Rzepliński zostanie Wiedźminem?

Bez wątpienia tak. A nawet już nim został, ex equo z Ks. Adamem Bonieckim. Na Wiedźmina mianowała go Fundacja im. Stefana Kisielewskiego przyznając mu honorową nagrodę imienia tegoż swojego patrona 28 marca tego roku. Razem z twórcami Wiedźmina. Były tam jakieś przepychanki z oficerami prowadzącymi z Wprost, którzy chcieli sobie podporządkować rzeczoną Fundację. Ale ostatecznie Fundacja górą. Ks. Adam Boniecki otrzymał nagrodę za „potęgę milczenia”. Ex-przewodniczący TK, pan Andrzej Rzepliński za „obronę demokratycznego państwa prawa”. Twórcy Wiedźmina za kasę, którą zgarnęli w Stanach. Ok. Ja się nie czepiam. Wolno robić kasę w Stanach, nawet na takim gniocie. Każdy ma takiego Wiedźmina, na jakiego sobie zasłużył, że sparafrazuję znany dowcip jednego z członków Kapituły Nagrody Kisiela, pana Andrzeja Mleczko.
Powiecie państwo, że sobie jaja robię z człowieków honoru? Nie zaprzeczę. Ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że w szyderstwie uprzedziła mnie Kapituła Nagrody im. Kisiela w składzie: „m.in. Andrzej Olechowski, Janusz Lewandowski, Irena Eris, Joanna Solska, Marek Safjan, Sobiesław Zasada, Tomasz Lis, Ernest Skalski, Czesław Apiecionek, Andrzej Mleczko, Paweł Piskorski, Adam Michnik oraz Fundacja im. Stefana Kisielewskiego, powołana w 2014 roku przez m.in. Jerzego i Jana Kisielewskiego (syna i wnuka Stefana), Wiesława Uchańskiego i Jana Krzysztofa Bieleckiego. (http://www.tvn24.pl).Oni pierwsi zrobili sobie jaja z dwu zasłużonych narodnych gierojów gazownianego państwa prawników, to znaczy pardąs, państwa prawa niewątpliwie pod egidą Gazety Wybiórczej. I to już w 2015 roku. W jaki sposób? Ano w taki, że w jednym rzędzie postawili obok siebie dwa filary miłości do ludzkości w naszym kraju, autorytety medialne, razem z twórcami komiksu płaskiego jak powierzchnia jego okładki lub jak ekran, na którym migają te wirtualne fatamorgany, bez treści, bez myśli, doprawione pikantną demonolatrią, takimż porno i chamską rzezią, z twórcami kultowego komiksu wszystkich esbeków i TeWuów. Spójrzcie tylko na to zdjęcie powyżej. I to jest zdjęcie z samej Gazety Wyborczej. Ciemny gwint! Ludzie, co się dzieje? Wyborcza sama podkłada swoich narodnych gierojów pod pisowskie szyderstwo?
Co na nim widzimy? A raczej czego nie widzimy? Nie widzimy portretów Adama Kicińskiego i Marcina Iwińskiego – jak ładnie rymują się ich nazwiska – odpowiednio prezesa i wiceprezesa projektu „Wiedźmin”. Czymu, jak zapytuje znany klasyk? Bo oni nie mogą zostać mianowani na Wiedźminów. Oni stworzyli ten dance macabre. Oni są przysadka mózgową Wiedźmina. To nie oni zostali wrobieni. Co najwyżej okradli dwa autorytety z ich aury autoryteckiej. Po co? Żeby pokazać ją kumplom na zjeździe integracyjnym i drzeć z niej, z tej aury, łacha.
Widzimy za to leciwego kapłana, który czuje już gorycz herezji na swoich ustach, nie chce jej wyrazić wprost, bo musi trwać na wysuniętej rubieży, dlatego półgębkiem sączy ją w postaci np. apologii przestępczych hapenningów znanego wszystkim aspiranta szołbiznesu. Czuje już zmęczenie nieakceptacją swej postawy ze strony swej rodziny – Kościół i Zakon to też rodzina – ale nie może wylać na nią swej frustracji, bo wszyscy są tam nieznośnie grzeczni i miłosierni. Żadnych pretekstów nie dają do otwartego buntu i zdjęcia sutanny. A tu na dodatek rodzina, do której aspiruje, nieformalny „zakon iluminatów”, taki mu psikus robi. Ale zobaczmy. Z podniesionym czołem bierze to na klatę. Tylko kątem przysadki myśli sobie: „Kto mnie do cholery w to wrobił? Niech no pan Adam tylko coś spróbuje ode mnie wydębić?” Kurcze, że nie możemy posłuchać sobie tego nagrania z tej pogawędki jednego miszcza Adama z drugim. Nic to. Cierpliwości. Czytajmy Gazetę Wyborczą oraz Tygodnik Powszechny, rzecz jasna za darmo w kafejce popijając kawą dominikaną. Jest szansa, że znajdziemy echa tej konwersacji.
Na drugim zdjęciu widzimy starszego pana Rzeplińskiego, który równie intensywnie myśli, ale o czym innym. Dręczy go pytanie wprost z Alicji w krainie czarów Lewisa Carolla: „Jak biec jeszcze szybciej? Biegłem, biegłem i biegłem i jestem na tym samym polu szachowym. Gdzie jest ta królowa, do jasnej cholery? Ta skórkowana wiedźma oszukała mnie. Powiedziała mi, że muszę biec jeszcze szybciej, żeby przesunąć się na inne pole w tej rozgrywce. I co? Jestem w tym samym miejscu. Gorzej nawet, zostałem Wiedźminem. Ciemny gwint, niech tylko Olechowski spróbuje coś ode mnie wydębić … ”. Kurcze, że nie możemy posłuchać nagrania z tej konwersacji między jednym miszczem Jędrzejem a drugim. Nic to. Cierpliwości. Czytajmy Rzeczpospolitą i Dziennik, rzecz jasna za darmo w kafejce popijając kawą dominikaną. Może złowimy echa tej rozmowy.
Pamiętamy wszyscy tę bardzo ciekawą scenę, kiedy królowa prowadzi Alicję na pole szachowe i biegną. Biegną i biegną aż dostają zadyszki. Alicja zatrzymuje się, bo dalej już nie może i widzi, że są na tym samym polu, na które weszli dopiero co. Nie zrobili żadnego postępu. Na jej pełne zdziwienia pytanie królowa odpowiada: „Trzeba biec jeszcze szybciej”. Oczywiście, że kłamie. Alicja jest małą dziewczynką i ufa dorosłym. Królowa to wykorzystuje i wciska jej kit. Surrealistyczna bajka Lewisa Carolla jest powieścią polityczną.
Rzecz jasna, przesadzam z tym wglądem w duszę pana Rzeplińskiego. On wygląda raczej tak, jakby zastanawiał się, gdzie tu jest jakieś wyjście ewakuacyjne i jak zmyć to łajno z siebie. Nie da się. Może trzeba poczekać aż przyschnie i odpadnie. Ale to jest łajno gorszego sortu, bo zaczarowane. Wiedźmin to męska Alicja w krainie czarów. Los zasłużonych starszych panów w krainie czarów, którzy przywykli, że wszyscy im się kłaniają i podsuwają pod nos na chińskiej tacy papiery wartościowe, jest naprawdę nie do pozazdroszczenia. Jak w banku, wirtualny list podany na tej samej tacy zamieni się nagle w głowę wiedźmy rodem z którejś z przygód Wiedźmina, która złoży starszemu panu propozycję nie do odrzucenia. Jeśli będzie się opierał, głos niezapomnianego Jana Kobuszewskiego w roli księdza kapelana w „Damach i huzarach” będzie jęczał w jego smartfonie„Nie uchodzi, nie uchodzi ...” go złamie.
Generalnie mężczyźni są bezradni w krainie czarów. Wiedźmin, żeby opanować lęk przed tym całkowicie obcym sobie żywiołem, musi ciągle ćwiczyć fikołki, kurczowo trzymać tę katanę (miecz samurajski), przeżuwać jakieś grzyby, popijać jakąś szamańską lurę i świecić oczami. Kobieta po prostu ma już w sobie ten czar. Nie musi niczym świecić, bo obok dyskretnego blasku jej duszy nikt nie może przejść obojętnie. Dlatego Lewis Caroll bohaterką swojej fantasmagorii politycznej uczynił dziewczynkę. Dyskretne acz nieposkromione promieniowanie dziewczynek jest najsilniejsze, bo wzmacnia je dziecięca czystość ich dusz, o ile nie są już w dzieciństwie zmaltretowane. Mężczyzna w krainie czarów albo zostanie potępieńcem, którego godność żeńskie demony zadepczą swymi pantofelkami – lekka nóżka, jak wiemy, ma zwykle ciężki pantofelik – albo wkroczy tam z Krzyżem i Ewangelią i wszystko wywróci do góry nogami.
Pan Rzepliński został zatem Wiedźminem. Czy „to” się da odskrobać? Nie da się. Co więcej, „to” się zachowuje w sposób nieprzewidywalny. A według prof. Staniszkis i młodych rewolucjonistów z fejsbuka, rewolucjonistów, którzy już z niecierpliwością odliczają czas do końca rządów PiS-u, pan Rzepliński miałby zostać królem Polski, to znaczy prezydentem państwa prawa. Ostrożnie z tym odliczaniem. Adwentyści dnia siódmego, czy ósmego, już nie pamiętam którego, też odliczali koniec świat, czekając w białych szatach na Śnieżce czy Babiej Górze, nie pamiętam dokładnie, i niestety srodze się zawiedli. Ktoś ich zrobił w bambuko. Pewnie jakiś aspirant z WSI w ramach zbierania materiałów do pracy mgr z psychologii grup religijnych. Gdyby pan Rzepliński miał zostać prezydentem RP, odbyłoby się to w sposób nieprzewidywalny zwłaszcza dla niego. Czyli raczej nie zostanie królem. Bo król Polski już jest. Jak pisze Coryllus, jest nim Leib Fogelman. Kto to jest? Proszę samodzielnie się doinformować. W skrócie przypomnę, że to jest książę „państwa prawników” w USA, prawa ręka prawej ręki Donalda Trumpa, czyli prawnik pana Guillianiego. Żeby doprecyzować, dla nadwiślańskiego kraju jest on raczej księciem namiestnikiem. A zatem prof. Staniszkis promując pana Rzeplińskiego do wyborów prezydenckich, próbuje wepchnąć go na fotel pod-namiestnika. No bo dwu namiestników na jednym terytorium być nie może. Czy pan Rzepliński zostanie nim jako prezydent RP? Wydaje mi się, że nie, bo nominacja na Wiedźmina wygląda jak pocałunek śmierci, ale mogę się mylić. Prof. Staniszkis, choć odtrącona przez PiS, to jednak jest bliżej krainy czarów niż piszący te słowa. I jest kobietą, która już dawno przekroczyła granicę lustrzanej tafli.
Na razie pan Rzepliński jest księciem „państwa prawników”. To jest naprawdę coś, kraina czarów sama w sobie, ale jakoby czarów innego sortu. Został jednak Wiedźminem. Przekroczył granicę lustrzanej tafli. Wygląda to jak koniec, ostatni krok. I razem ostrzeżenie dla „państwa prawników”. Ale nawet ten ostatni krok jest dopiero początkiem, nawet dla pana Rzeplińskiego, początkiem gry wirtualnej pt. jak odskrobać się z Wiedźmina. Czy może lepiej nie odskrobywać się? Niech samo odpadnie. Raczej nie odpadnie, ale ujawni kolejne właściwości ekstraktów grzybo-pochodnych. To może wykorzystać te właściwości?
Nadto tu urywa się ledwie pierwsza część moich medytacji nad „bieganiem jeszcze szybszym”.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz