poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Jak biec jeszcze szybciej? cz. II Dlaczego teoria niespiskowa, najwyżej tylko trochę ...?

Notkę tę planowałem od dawna, od czasu pierwszej części tego cyklu. Ma odpowiedzieć on na pytanie, dlaczego teoria, czyli realistyczny opis danej rzeczywistości, w tym wypadku spraw publicznych, czyli teoria polityczna, teoria życia publicznego, zarysowana w moim tekście "Pani Magdalena Ogórek zakłada skrajnie prawicowy ruch przeciw pigułce „dzień po” (Ellaone) czyli Rebacca Kiessling w Polsce. cz. I" nie jest teorią spiskową. Przyspieszone sporządzenie dzisieszej notki wymusił wczorajszy tekst Coryllusa "Skąd się biorą prorocy". No cóż, uznacie mnie państwo za akolitę pana Maciejewskiego. I słusznie. Na swoje usprawiedliwienie powiem tyle, że jeszcze zanim zaczął on pisać o pieniądzu, rewolucji i kontrrewolucji, ja zajmowałem się tą tematyką, ale bez pieniądza. Wprowadzenie do moich lektur historii gospodarczej świata pogańskiego i chrześcijańskiego, w zasadzie współistniejących ze sobą po dzień dzisiejszy zmieniło moje spojrzenie na historię rewolucji, herezji i kontrrewolucji i chrześcijańskiej ortodoksji. Do tego momentu byłem przekonany, że idee rządzą światem. Materiał badawczy przedstawiony w Baśniach - polskich, czeskich, amerykańskich i prowansalskich - jak również znakomite teksty ze Szkoły Nawigatorów, nie tylko rosyjskiej, pokazały mi wagę pieniądza, produkcji, monopolu, kredytu i prawa. Historia idei nabrała bardziej realistycznych proporcji.
Niedawno na blogu Coryllusa komentator-bloger Shork w dyskusji pod tekstem "Czas tytanów", któremu jest wdzięczny za jego wysiłek poznawczy, streścił interpretację historii przedstawioną w tekstach pana Maciejewskiego w kilku punktach:
"1. Każde wydarzenie ma swoją przyczynę i ma swojego płatnika.
2. Nie istnieją artyści jednocześnie niezależni i znani.
3. Najwięcej zarabia się na rzeczach najtańszych i dla monopolu nad rynkiem tychże finansuje się upadek nawet całych państw
4. Nauczanie ekonomii istnieje tylko w celu oszukiwania i tworzenia armii idiotów
5. Trwa odwieczna wojna miasta z wsią (czyli gospodarki opartej na bezwartościowym pieniądzu i gospodarki opartej na własności)
6. Podręczniki piszą propagandyści
7. Jednostka ludzka ma dużo większe znaczenie niż może się wydawać.
8. Państwo powinno posiadać doktrynę
9. Symbole są bardzo ważne."
Komentator-bloger Tytus dodał 10 punkt:
"10. Ważniejsza jest kontrola nad kanałem dystrybucji niż sama produkcja."
Na co Coryllus dopowiedział ważną rzecz: "Czy tytani będą kontrolować kanały dystrybucji swoich produktów? Rzecz jasna nie." Pisząc o tytanach miał na myśli propagandystów typu Michnik, RAZ, Hartman, Tokarczuk, Stasiuk, Hołownia etc. Lecz ja dopowiem od siebie: tytanów było wielu i niewielu śmiało nazwać wszystkich po imieniu. Nie tylko nie śmiało ale nie było w stanie. Zwłaszcza pośród ich współczesnych. Trzeba naprawdę nieźle wgryźć się w bieżące doniesienia, enuncjacje i plotki, żeby uchwycić tę w zasadzie bardzo dynamiczną hierarchię świata "tytanów".
Wczoraj w feletonie-eseju "Skąd się biorą prorocy" Coryllus napisał m. in.: "istota socjalizmu – kapłan zajmujący się wytwórstwem. I nie chodzi w niej o to, by uszczęśliwić robotnika, szczególnie nieżydowskiego, ale o to, by zdewastować rynek konkurencji i całkowicie go unieważnić, następnie zaś wejść nań ze swoimi produktami. Nie tylko luksusowymi, ale wszystkimi jak leci po prostu. Kapłan uświęcający pracę jest o wiele bardziej atrakcyjny niż tłusty i opity winem bankier kopiący po tyłkach swoich niewolników." Trzeba tu podkreślić, że celem socjalizmu i programów pochodnych, w zasadzie kamuflujących socjalistyczny rdzeń tak jak tzw. liberalizm, jest zniszczenie danego rynku i zastąpienie produktów tego rynku, produktami pochodzącymi z rynku zwycięskiego. To jest historia samodzierżawia, republiki francuskiej, kolonii brytyjskich, polskiej niepodległości, kamuflującej dobicie naszego ziemiańskiego wolnego rynku, i rosyjskiej rewolucji socjalnej i bolszewickiej, siłą swej entropii rozprzestrzeniającej się na kraje ościenne.
Tekst "Skąd się biorą prorocy?" oparty o streszczenie artykuły, który dopiero się ukaże w kolejnej Szkole Nawigatorów, dotyczy świata żydowskiego, jak rozumiem współczesnego pojawieniu się Zbawiciela, lub sąsiadującego blisko niego, a dokładniej rywalizacji między organizacjami handlowymi żydowskimi a greckimi. W tle pojawiło się ostatnie powstanie żydowskie i zniszczenie świątyni 70 lat po Zmartwychwstaniu Pańskim, co pośrednio łączy ten tekst i mój z klimatem całego okresu Wielkanocnego.
W tekście Coryllusa są jeszcze trzy zdania, które zwróciły moją uwagę: "...nie ma sukcesu, bez kontroli produkcji. I nie ma monopolu bez kontroli produkcji. Taka zaś kontrola możliwa jest jedynie w sytuacji kiedy praca ma związek z sacrum."
Sprowokował one moje pytanie: a jeśli z sacrum złączona jest własność? Kapłani zawsze byli strażnikami depozytów, czyli pożyczkodawcami. Zarówno w kultach "naturalnych", często o charakterze demonolatrii, jak i w religii opartej na interwencji nadprzyrodzonej. Najpierw był kult płodności/żyzności, i depozyty w nim złożone, a potem imperium. W takim razie kapłaństwo związane z produkcją, to twór schyłkowy. Kurcze, że też schyłkowość może ciągnąć się przez dwa milenia.
A może to nie są kapłani? Rabini nie są kapłanami, są substytutem kapłanów. Faryzeusze, uczeni w piśmie to "wędrowni" teologowie i prawnicy, "trubadurzy" prawa przed-talmudycznego, czyli propagandyści, innymi słowy "tytani". Rabini zaś to "trubadurzy" talmudu.
Bóg-człowiek wszedł w historię, kiedy kapłani-depozytariusze/pożyczkodawcy stworzyli kastę faryzeuszy, która w założeniu miała być im podległa, kastę "trubadurów" Prawa, tytanów-propagandystów, od których chętnie, lub niechętnie, kapłani się uzależnili. Bo faryzejstwo to sofistyka, która jest w stanie udowodnić wszystko, nawet to, że "prawo", tzn. manipulacja prawem, jest ważniejsza od Prawodawcy, zwłaszcza jeśli sprawa toczy się o dużą kasę, np. o utrzymanie wpływów z kultu ofiarniczego. W sumie Zbawiciel niewiele od nich żądał, zalecał tylko reorganizację i względne ograniczenie zysków. Ale dla umaczanych w rządzę władzy, być może w rabunki usprawiedliwiane prawem sakralnym, i tak tego było za dużo.
Co więcej, widzimy, że "tytanów" było wielu. Czy kapłani też w jakimś sense byli "tytanami"? Ci którzy spełniali rolę wykonawców, tacy jak Kajfasz, na pewno. Musiał on znaleźć usprawiedliwienie i doprowadzić zamysł do skutku (rękoma Piłata), czyli rozpropagować kłamstwo i je zrealizować. Reżyserzy upokorzenia i zabójstwa Jezusa Pana, tacy jak Annasz, kontrolowali sytuację z tylnego siedzenia. Nawet jeśli Kajfasz miał udział w decyzjach finansowych świątyni, w tym danym momencie spełnił rolę "tytana", propagandysty, wykonującego zlecenie zapewne sformułowane wspólnie z Annaszem i resztą "zarządu".
Znaczy to, że jego teść Annasz, pełnił ważniejszą rolę w świątynnej organizacji bankowej. Kajfasz i faryzeusze to "tytani", Annasz jest "olimpijczykiem", tzn. kimś na podobieństwo sterujących "tytanami" bogów Olimpu. Znaczy to, że kolaboracja między kapłanami-depozytariuszami (nie tylko dóbr duchowych, ale również depozytów pieniężnych) a faryzeuszami musi zmienić się w rywalizację. Dlaczego żydowska diaspora po zniszczeniu świątyni nie wypracowała jakiejś innej koncepcji kapłaństwa? Kasta kapłańska została wycięta w pień przez Rzymian? Raczej nie w pień. Ktoś przeżył. Niektórzy przyłączyli się do Kościoła. Inni pozostali w strukturze żydowskiej.
Czy ci, którzy pozostali w synagodze, byli zbyt małą grupą, żeby odnowić dominującą pozycję kapłanów? Być może. Ale najważniejsze są tu depozyty. Czy zostały całkiem zrabowane? Czy ktoś przejął ich pozostałość? Nie wiem. Natomiast podejrzewam, że tu znajduje się przyczyna braku innej koncepcji kapłaństwa żydowskiego. Czyż nie mógł się pojawić kapłan-ofiarnik-pielgrzym, łączący w sobie wzór Melchizedeka i ojca wszystkich wierzących, Abrahama, zmierzający odnowa do Ziemi Obiecanej? I owszem, mógł. Ale zabrakło mu aktywów. Natomiast aktywami i depozytami dysponowali kupcy, arystokraci i związani z nimi uczeni w piśmie.
W tej krótkiej medytacji, drugiej z cyklu "Jak biec szybciej", z założenia krótkiej, nie zamierzam wyczerpać wszystkich spraw zasygnalizowanych w powyższych cytatach. Nie da się tego zrobić. Zostawiam lwią część tych treści na przyszłe wpisy.
Teraz chciałbym zwrócić państwa uwagę na to, że, jeśli: "każde wydarzenie ma swoją przyczynę i ma swojego płatnika", jeśli "nie istnieją artyści jednocześnie niezależni i znani", jeśli "wojna miasta z wsią (czyli gospodarki opartej na bezwartościowym pieniądzu i gospodarki opartej na własności) jest odwieczna," to znaczy, że interpretacja historii sformułowana przez Coryllusa, Toyaha i ludzi, którzy wpadli na ten sam trop, nie może być nazwana teorią spiskową - najwyżej tylko trochę.
Tylko trochę, ponieważ na wojnie ważne decyzje i porozumienia są niejawne. Nie mogą być jawne, z oczywistego wojennego powodu. Przypominają trochę knowania spiskowców. Ale spiskowcy to po prostu nieświadome instrumenty głównych reżyserów ekonomicznych bitew i wojen. Są "tytanami" sterowanymi i w końcu niszczonymi przez "nieśmiertelnych z Olimpu". Role jednak, jak widzimy mogą się odwrócić, i tytani mogą zagrozić nieśmiertelnym. W mitologii indyjskiej, czyli w politycznej, pseudo-religijnej propagandzie wedyjskiej, pojęciu tytanów odpowiada pojęcie "asuras", demonów - raczej trzeba przypuszczać, że opisuje ono jakichś osiłków-dewiantów - zaś pojęciu nieśmiertelnych odpowiada pojęcie "devas", bogów, promienistych, z racji pozycji przypisanej sobie, rywalizujących z Najwyższym i Absolutnym Stwórcą i Pasterzem wszechświata.
To jest to samo. Ten sam podział na reżyserów ukrytych w ciemności teatralnej widowni, sterujących z zacienionego ósmego rzędu politykami i propagandystami odgrywającymi przydzielone im role w świetle reflektorów. Asuras i devas to pojęcia z pseudo-religijnej mitologii, czyli z religii naturalnych, tzw. pogańskich, w których pierwotna pamięć o Stwórcy zostaje przytłoczona całym gmachem projekcji, namiętności i wyobrażeń powstałych w zagubionych duszach ludzi nie radzących sobie ze światem dotkniętym złem. A zatem wyznawcy religii mojżeszowej, z natury religii o pochodzeniu nadprzyrodzonym, z samego źródła bytu i prawa moralnego, ześlizgnęli się jakoś do poziomu religii naturalnych.
Metodą kopernikańską, opisaną jakże zwięźle przez Emmanueal Kanta, przeskakuję zatem do konkluzji, w której chcę postawić tezę, że jeśli nie może to być teoria spiskowa, to jest to teoria wspólnotowo-klanowo-mafijna, teoria nieteoretyczna, ale teoria w znaczeniu klasycznym, jako adekwatny opis rzeczywistości.
O czym więcej w kolejnym rozważaniu z tego cyklu.

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Michalina Terkowska
    Nie wiem dlaczego tu jest napisane, że niby usunąłem ten komentarz. Na oczy go nie widziałem! Nic nie usuwałem! Dopiero teraz zobaczyłem, że ktoś skomentował. Niech pani wpisze jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  3. To bardzo gęsty tekst. Komentarze mogą, siłą rzeczy, odnosić się tylko do wyrwanych zdań czy akapitów. Przyczynkarstwo.
    Myślę ze ocaleli faryzeusze. Przeczekali zniszczenie Jerozolimy za miastem. Ponieśli w dalszą drogę swój,,czarny,, styl.
    To taka drobna uwaga,z offu.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Michalina Terkowska
    Spróbuję w przyszłości rozrzedzić te swoje teksty. Też nie jestem szczęśliwy z tą gęstością, ale taka namiętność pisarska. Trudno ją opanować.
    Pani uwaga nie jest drobna i nie z offu, ale z mainstream. Pani częściowo potwierdza to co ja napisałem. Ale z Jerozolimy w 70 roku wszyscy musieli zwiewać albo dobrze się schować. Zostali tylko najtwardsi i podobno robili straszne rzeczy. Mordowali Rzymian i swoich. I tych wycięto w pień. Ci, co zwiali albo pochowali się, to byli i faryzeusze, i kapłani i chrześcijanie.

    OdpowiedzUsuń