środa, 11 października 2017

Brzytwa Coryllusa. Czyli jak biec albo nie biec jeszcze szybciej? Cz. IV.

Część IV, ponieważ jest to kontynuacja moich rozważań, które zamieściłem wcześniej na blogspocie. Oto ich podtytuły, bo tytuł główny to „Jak biec jeszcze szybciej?”, co jest aluzją do znanej sceny z „Alicji w krainie czarów”: „Czy pan Andrzej Rzepliński zostanie Wiedźminem?”, „Teoria niespiskowa, najwyżej tylko trochę ...”, „Fatima i św. Andrzej Bobola”.
Ale przede wszystkim, co to jest brzytwa Coryllusa?
Czytelnikom jego blogu nie trzeba chyba wyjaśniać. Błyska przed oczyma naszego umysłu niemal codziennie, tak jak w dzisiejszym tekście, w którym to pan Maciej „Szpic Bródka” Świrski został ogłoszony możliwym następcą Jarosława Kaczyńskiego. Nie chodzi o to, że tak się faktycznie stanie, ale o to, że przykładając tzw. „brzytwę Ockhama” do fałszywych wyobrażeń o życiu publicznym i władzy, czyli do tzw. polityki, wycinając w pień na tym polu byty fikcyjne, płonne nadzieje i pobożne życzenia, otrzymujemy możliwy wynik rozgrywek politycznych a nade wszystko faktyczne zależności w nich obecne, czyli „brzytwę Coryllusa”. To chyba wystarczy jako wyjaśnienie.
Ale niech mi wolno będzie jeszcze przypomnieć, że rąbnęła nas ona w sam środek myśli w niedawnym bardzo ważnym tekście Coryllusa „Niepodległość jako funkcja dystrybucji”, (https://coryllus.pl/niepodleglosc-jako-funkcja-dystrybucji/), gdzie zobaczyliśmy przerażającą analogię między handlem słowiańskimi niewolnikami w księstwie pierwszych przedmieszkowych Piastów, i nawet w księstwie samego Mieszka I, a masową emigracją zarobkową Polaków w wieku 20 i 21. I jeszcze tenfragment: „realizm polityczny w praktyce polega na tym, że dla oceny sytuacji stosujemy nie swoją ale obcą perspektywę rozwoju wypadków. Dla nas najlepiej byłoby gdybyśmy swoją sytuację oceniali poprzez pryzmat polityki brytyjskiej. Jest to dobra szkoła, stara i nie znająca wahań. Polscy politycy, czują się jednak więźniami obszaru położonego pomiędzy Niemcami a Rosją i nic ponad konsekwencje tego faktu się dla nich nie liczy.” (https://coryllus.pl/media-masa-memlanie/).
Dlatego poczułem się zachęcony by zmodyfikować nieco tytuł główny tego cyklu jako „Jak biec albo nie biec jeszcze szybciej?”.
Onegdaj syntezę owej „brzytwy” dotyczącą nieco innego pola, ale pokrewnego, skompilował Shork:
1. Każde wydarzenie ma swoją przyczynę i ma swojego płatnika.
2. Nie istnieją artyści jednocześnie niezależni i znani.
3. Najwięcej zarabia się na rzeczach najtańszych i dla monopolu nad rynkiem tychże finansuje się upadek nawet całych państw
4. Nauczanie ekonomii istnieje tylko w celu oszukiwania i tworzenia armii idiotów
5. Trwa odwieczna wojna miasta z wsią (czyli gospodarki opartej na bezwartościowym pieniądzu i gospodarki opartej na własności)
6. Podręczniki piszą propagandyści
7. Jednostka ludzka ma dużo większe znaczenie niż może się wydawać.
8. Państwo powinno posiadać doktrynę
9. Symbole są bardzo ważne.
Komentator-bloger Tytus dodał 10 punkt:
10. Ważniejsza jest kontrola nad kanałem dystrybucji niż sama produkcja.
To dla uzupełnienia i przypomnienia, i większego zagmatwania sprawy.
Z niedawnego tekstu pana Maciejewskiego o Cyranie de Bergerac zgaduję, że wolałby byśmy tę „brzytwę” nazywali „szpadą Coryllusa”. No dobrze, niech mu będzie, „maczeta Coryllusa”. Co z tego wynika? Mianowicie to, że ma on prawo autorskie do „szpady (maczety) Coryllusa”, prawo wyłączności, ale jakimś dziwnym trafem, zrządzeniem Opatrzności, „szpada/maczeta Coryllusa” stała się własnością publiczną, więcej nawet dobrem wspólnym wszystkich czytelników jego bloga i publikacji, potencjalnie własnością dużej liczby Polaków. Na razie jest zamiatana pod dywan, ale za parę dekad jacyś potomkowie Mendelsona mogą toczyć zacięte boje o prawa autorskie, czyli wyłączność publikacji tekstów pana Maciejewskiego.
Jak tam będzie, trudno zgadywać. Ale już teraz widzimy, że jest to narzędzie, a zachowuje się jak wirus. Wcześniej, całkiem niezależnie podobnym „rapierem” posługiwał się Toyah, podobną „szablą” Pink Panthera. Chodzi tu o dociekliwość w badaniu publicznej teraźniejszości i przeszłości. I to się rozszerza, staje pandemią. Nie chodzi tu o tworzenie jakiejś, nie daj Boże, kultowej akademii corylluso-toyaho-pinkpanterowej, ale raczej o własną ciesiółkę, o dzieło, o którym niedawno pisał Coryullus, które zresztą widzimy na portalu Szkoła Nawigatorów w wykonaniu różnych autorów.


No i co z tego? Ano coś. Właśnie coś. O czym w kolejnym odcinku, nie V, ale raczej VI. Bo V przebiera nogami i nie może się już doczekać
Na razie tyle, bo i tak nie lubicie, mili państwo, długich tekstów. Może się mylę, ale i tak wszyscy my jutro na 7 do roboty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz