piątek, 17 listopada 2017

Szachownica – symbol klęski tajnej władzy. Czyli jak biec albo nie biec jeszcze szybciej? Cz. V.

Rzekłbym nawet: totalnej klęski. Jeden z komentujących mój poprzedni odcinek tego cyklu, dokładniej pan Kamiuszek, przypomniał o innej jeszcze ważnej tezie tworzącej to, co nazwałem Brzytwą/szpadą Coryllusa: Władza jest święta albo tajna. I ta prawda stanowi nić przewodnią mojego dzisiejszego tekstu, strzelbę która pojawia się w pierwszym akcie i musi wystrzelić w ostatnim. Dokładniej wystrzeli w następnym odcinku.
Narazie jednak niech mi wolno będzie przypomnieć moje poprzedni odcinki tego cyklu, a zwłaszcza jeden, gdzie pojawia się właśnie szachownica, czyli odcinek z podtytułem:
„Czy pan Andrzej Rzepliński zostanie Wiedźminem?”
(http://mmmagazynier.blogspot.com/2017/04/jak-biec-jeszcze-szybciej-cz-1-czy-pan.html),
Ale również ten: „Teoria niespiskowa, najwyżej tylko trochę ...”
(http://mmmagazynier.blogspot.com/2017/04/jak-biec-jeszcze-szybciej-cz-ii-teoria.html),
i ten: „Fatima i św. Andrzej Bobola”
(http://mmmagazynier.blogspot.com/2017/05/jak-biec-jeszcze-szybciej-cz-iii-fatima.html)
Pierwszy tekst wyjaśnia skąd się bierze wspólny tytuł cyklu czyli „Jak biec jeszcze szybciej”: „Pamiętamy wszyscy tę bardzo ciekawą scenę (w „Alicji w krainie czarów”), kiedy królowa prowadzi Alicję na pole szachowe i biegną. Biegną i biegną aż dostają zadyszki. Alicja zatrzymuje się, bo dalej już nie może i widzi, że są na tym samym polu, na które weszli dopiero co. Nie zrobili żadnego postępu. Na jej pełne zdziwienia pytanie królowa odpowiada: ‘Trzeba biec jeszcze szybciej’. Oczywiście, kłamie. Alicja jest małą dziewczynką i ufa dorosłym. Królowa to wykorzystuje i wciska jej kit. Surrealistyczna bajka Lewisa Carolla jest powieścią polityczną.”
No i jest tu oczywiście szachownica, na której w pierwszym odcinku ośmieliłem się umieścić ex-prezesa Andrzeja Rzeplińskiego.
Oczywiście imputując w tym tekście panu Rzeplińskiemu, iż nagroda im. Kisiela była dla niego pocałunkiem śmierci politycznej, ponieważ zrównała go z Wiedźminem (twórcy Wiedźmina albowiem również zostali wówczas nagrodzeni), popełniłem naiwną pomyłkę. Bajdurzyłem po prostu. Bo wkrótce ujrzeliśmy pana Rzeplińskiego zasiadającego po prawicy, pardąs, po lewicy rzecz jasna, inaczej być nie może, tow. Franza Timmermansa na uroczystości z okazji nominacji człowieka roku gazety wyborczej, co miało być potwierdzeniem, iż antypolska frakcja polskojęzycznych aktywistów politycznych i medialnych wciąż wskazuje pana/tow. Rzeplińskiego jako swego kandydata w następnych wyborach prezydenckich. Był to swoisty bieg tryumfalny obu panów przez owo "pole szachowe" przeznaczone dla nich. Oczywiście człowiekiem gazownianego roku był tow. Franz. Jednak wcześniejsze zrównanie tow. Rzeplińskiego z Wiedźminem znaczyło tyle, co nowa fryzura Dolly Parton względnie masaż w ramach odnowy biologicznej, jakiś tam drobny interesik i razem jego nieustające pierwszeństwo na liście przebojów discopolo.
Lubo (choć) wolno mi nadal upierać się, że była to kpina z byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Dzisiaj gotów jestem dodać, że była to również kpina owego środowiska z samych siebie.
Ale wróćmy do szachownicy. Szachownica to symbol masoński. Moje odwołanie się do symboliki masońskiej nie oznacza bynajmniej, że zmieniłem zdanie na jej temat. Nadal uważam, że masoneria nie jest już tajną organizacją, być może nigdy nie była, zaś jej "tajność" to tylko chwyt marketingowy. I nie stanowi najwyższego poziomu tzw. tajnej władzy, bo za dużo o niej wiemy. Potrafimy nawet zgadywać, kto jest masonem, albo ma bliskie z tą sektą kontakty.
Na blogspocie jest ciekawy tekst:
(https://swiatowaliga.blogspot.com/2017/01/szachy-ezoteryka-i-masoneria.html)
W konkluzji tego tekstu znajdujemy jeszcze ciekawszy fragment który ostrzega, że: „Wszystkie teksty, wpisy copyright by Liga Świata / dydymus, bez prawa kopiowania, powielania, cytowania, dopisywania..., całkowity zakaz rozpowszechniania tekstów przez serwisy utrzymujące się z płatnej reklamy”.
Wnioskuję z niego, że ponieważ nie zamierzam ani powielać ani cytować go, oraz że Szkoła Nawigotorów nie utrzymuje się z reklam, wolno mi jako publikującemu na SN przynajmniej parafrazować fragmenty tego bardzo interesującego teksu.
Parafrazując zatem zwracam uwagę na sugestię zawartą w owym opisie i interpretacji reguł szachowych, mianowicie, że nasz świat jest złudny, podobnie i życie w nim. Wynika to z dualizmu między wewnętrzną dynamiką sumienia a zewnętrznym światem materialnym. (Skąd my znamy ten dualizm? Czy nie z kabały? Bo z pewnością nie z ortodoksyjnej teologii moralnej ani z realizmu św. Tomasza z Akwinu.) Z tej racji człowiek w zasadzie jest ofiarą owych nieubłaganych acz złudnych reguł świata i życia. A jednocześnie, mimo tej złudności, zarówno w grze świata, zwłaszcza politycznej walce na szczeblu najwyższym, dodałbym że również ekonomicznej walce, jak i w grze w szachy, liczy się wolna wola. Rzecz jasna bez rozumu, mówią tu już od siebie, który poznaje prawo naturalne, jak i zasady pola walki, wola nie jest wolna, jest ślepa, złapana w pułapkę i zniewolona. Nie wchodzę tu w szczegóły matematyczne, logiczne, astrologiczne i ezoteryczne, o których mowa w tym tekście. Zwracam jedynie uwagę na ciekawe stwierdzenie, mianowicie, że mądrzy ludzie nie grają w szachy, co tłumaczę sobie, mniej dosłownie, mianowicie, że nie przenoszą ich reguł w swoje życie, ponieważ wiedzą, że wchodząc na szachownicę, a raczej przenosząc jej analogię w swój świat, przyjmując jej reguły są już na starcie przegrani. Jedynym zwycięzcą w szachach, a to już jest niemal dosłownie wzięte z tego tekstu, jest właściciel szachownicy i jej reguł.
Moja parafraza rzecz jasna nie jest wierna wobec owego tekstu. Wierna być nie musi. Wydobywa bowiem z niego pewną zasadę, którą potwierdza Lewis Caroll w „Alicji w krainie czarów”, w scenie opisanej na początku mojego tekstu. Potwierdza, to że nie można utożsamić się z żadną figurą na szachownicy, nawet królową czy królem, ponieważ oznacza to ujęcie w pułapkę, odebranie światła poznania, zwłaszcza osądu moralnego, i skrępowanie wolności. Wygrywa tylko ten, kto włada figurami i przemieszcza je. Dlatego właśnie Alicja, choćby biegła nie wiadomo jak szybko, nie posunie się o krok. Konsumując meksykańskie, czy jakie tam, grzybki straciła wolną wolę. Ponieważ Lewis Caroll i Alicja są poddanymi korony brytyjskiej, po części również poddanymi City, niestety muszą czekać na niewidzialną rękę tajnej władzy, by doznać jakiego awansu. No chyba że ...
No to powiecie, mili państwo, że to tajni władcy są właścicielami polito-ekonomicznej szachownicy i jej reguł. Bez wątpienia. Ale oni jednak utożsamili się z figurami króla i królowej. Stworzyli swoją szachownicę, jej reguły i uwierzyli, że to jest właśnie prawo naturalne ustanowione przez wielkiego zegarmistrza świata. Niestety pomylili się, dlatego spadli o szczebel niżej. Mimo, iż wiele mogą, nie są wszechmocni. Wszak żaden czlowiek wszechmocnym być nie może, bo choćby nie wiem jak się natężył i ile połknął tomiszczy nawet samego tomizmu, to jednak zawsze pozostanie w jakimś tam wymiarze zawsze pozostanie bezradnym dzieckiem. Tak, prawo naturalne mówi o władzy, ale o świętej władzy, której nadnaturalnym wzorem jest Król odwieczny. Mimo iż jest on niewidzialny dla zmysłów, prawo przez niego ustanowione nie dopuszcza tzw. tajnej władzy, bo prawo naturalne odzwerciedla prawo odwieczne, a to jest po prostu Jego własną naturą. Tajni władcy nie są w stanie stworzyć od nowa natury naszej rzeczywistości, ani tym bardziej natury faktycznego Władcy i Stwórcy świata realnego. Wydaje się im, że wmawiając Stwórcy, Bytowi Absolutnemy i nadnaturalnemu, iż zamknięty jest w świecie naturalnym, że przez tę prymitywną sztuczkę w postaci kablistycznego mitu o duecie boskim żeńsko-męskim, czy w postaci koncepcji wielkiego zegarmistrza, zdobyli nad nim władzę, i mogą się wygodnie ustawiać w rozgrywce między Królem wszechświata a uzurpatorem. Pomyłka.
W owym tekście o szachach znaleźć można fragmenty, które mówią o symbolice wyższości elity władzy, a zatem tajnej władzy nad plebsem, m.in. plebsem katolickim, pospólstwem wierzącym w Kościół. Błąd teologiczny popełniony przez tajną władzę, mówiąc dokładniej jej ciemniactwo, w istocie odwraca tę relację. Fakt, tajna władza może wysłać katolicki plebs do niemieckiego obozu koncentracyjnego albo do rosyjskiej psychuszki względnie gułagu, albo na holenderski zmywak. Może pozbawić go naturalnej reprezentacji, np. w postaci ziemiaństwa, własnego bankierstwa lub właścicieli zakładów pracy. Ale mimo grożącemu katolickiemu plebsowi rabunkowi i zagładzie, to on jest wolny i to on znajduje się na polu prawa naturalnego, które nie zniewala. Poddaje się bowiem władzy ostatecznego Właściciela wszelkich szachownic, tych do gier i tych metaforycznych stanowiących rzeczywistą, hierarchiczną, bytową rzeczywistość.
Tak, my plebs katolicki musimy nieźle się zmużdżać, żeby przetrwać, zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim, i odczytać odpowiedź na pytanie: „Quo vadis, Domine?”. Wyrycie na pamięć dekalogu jeszcze tej odpowiedzie nie gwarantuje. Ale jednak mimo bólu głowy, czasem nawet serca, pobijanych żeber, dziur w portfelu, i zerwanych więzi rodzinnych, np. przez emigrację za pracą, wszystko jest w zasięgu naszych rąk. Ręce nasze muszą się sparzyć, ale Król odwieczny w końcu poda to, co jest potrzebne. Nikomu nie odmawia. Dar jednak musi ominąć przewrotnych tajnych pośredników. Król też musi wykonać slalom.
Awans i promocja jest możliwa tylko w świecie realnym, w którym nadnatura przenika naturę. Szachowa iluzja przeniesiona w świat niby realny jest pułapką. W świecie iluzorycznym nie ma żadnego awansu ani promocji, bo nie sposób w nim dostrzec królewskiego gestu, który otwiera nową drogę, wyższy poziom, faktyczne dobro, nową szansę.
Pozostaje tylko ten slalom. Ale od czego jest Brzytwa Coryllusa? To ona, lepiej lub nawet gorzej zastosowana, pozwoli zrozumieć ową konkurencję, jej zmienne, proteuszowe zasady i dojrzeć przelot między słupkami, gdzie trzeba w tym akurat momencie zainwestować wszystkie swoje aktywa. No może nie koniecznie wszystkie, powiedzmy trzy czwarte albo połowę.
Powie ktoś: ale szachownica ma pola czarne i białe. Czy to znaczy że białe to są dobre pola, a czarne złe? Tego niestety tekst o szachach nie tłumaczy. Trzeba by się nad tym zastanowić. Ale już w następnym odcinku.
Teraz zaś chciałem dla pokrzepienia serc podać tu link do ciekawego śpiewanego komentarza do kwestii szachownicy, do piosenki Jacka Kowalskiego "Wczele Czyli Legenda Zagłobitów", gdzie szachownica odgrywa niepoślednią rolę, ale nie ma tego nagraniu w sieciu. Warto ją odnaleźć w nagraniu z jakiegoś koncertu Korabity, rozstrzyga ona bowiem w sposób defenitywny kwestię wolności osoby względem reguł szachowych.
Teraz mogę polecić jako komentarz te dwie piosenki: https://www.youtube.com/watch?v=X8HoKn08fZw&list=PL3ZRYqHc4QnklHCZyi42RtdSG8ubSGexl&index=26
Co w wilię Wszystkich Świętych A. D. 2017 własnoręcznie spisałem - Magazynier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz