sobota, 6 stycznia 2018

Jak nasz Premier w Budapeszcie pod europręgierzem ... Czyli dar Trzech Króli (coś faktycznie dobrego, z osobną dedykacją dla Miniszyska).



Bez ironii. Na serio uważam, że to coś dobrego. Ocknąłem się właśnie z mojego stukania powszedniego, usłyszałem felieton prof. Ryby, całkiem niezły, chyba dlatego, że mówił bardziej jako komentator stosunków międzynarodowych niż jako wykładowca doktryny pana Dmowskiego. No i obudziłem się. I na gorąco tępię ostrzę swojej złośliwości wobec Mateusza Morawieckiego. Podejrzliwej mojej czujności nie wygaszam, boć to polityk. Nadal patrzę na ręce, czyli na czyny, ale nie tylko jemu. Wszystkim, łącznie z panem Kaczyńskim. I na gorąco komnetuję, a raczej dzielę się moimi odczuciami. Zauważam też, że Orban prawdziwy Gospodarz, umie wyluzować swojego gościa, co widać na powyższym zdjęciu.
Nie czytałem komentarzy gazownianych, ale spodziewam się takiego samego skowytu jak po spotkaniu pana Jarosława z panem Wiktorem w Niedzicy (22 września 2016, o ile dobrze pokazują te niusy z dawnych "sanacyjnych" czasów), boć to wszystko w cieniu zananej a sławnej i wszczętej już ze szczętem procedury unijnego paragrafu, czy czegoś tam, nr 22, pardąs, nr 7 - nieuleczalne skojarzenia z kultuowym, przynajmniej dla mnie, dziełem Hellera Paragraf 22. I czegoś jakoś dziwnie to wszystko buduje i nadyma moje polityczne ego.
Nadto patrzcie, mili państwo, to jakiś nomen omen, a raczej znak czasu, bo ni mniej ni więcej ale mamy kolejne spotkanie prezesowego i razem naszego Hermesa znowu z panem Wiktorem w bliskim sąsiedztwie wielkiego święta, święta przybycia Trzech Króli na uczczenie narodzin Króla Odwiecznego. Analogie i aluzje pozostawiam wszystkim i sobie do słodkiej kontemplacji. Nie mówię, że od razu jakaś nowa gwiazda nam zajaśniała, ale przecież znane są państwu te cytaty (z piątkowego Naszego Dziennika):
W. Orban: "Dobrze jest rozpocząć nowy rok z przyjaciółmi. Taki początek to dobry znak na cały rok. A nam potrzebne są dobre znaki, bo to będzie ważny rok dla Europy."
M. Morawiecki: "Cieszę się, że mogę odbyć pierwszą zagraniczną wizytę jako premier właśnie tu, w Budapeszcie. Cieszę się ze wspaniałego przyjęcia przez niezłomny, braterski naród węgierski, wielki naród węgierski. Chciałbym podkreślić, że mamy wspólne spojrzenie na bieżące sprawy."
No i ja cieszę się, jak mawia znany wszystkim klasyk, jak jasna cholera. Tam w Budapeszcie p. Morawiecki jest moim premierem, bo moim premierem jest, bo robi to, co musi, co musi czynić Gospodarz, czyli prawdziwy Gospodarz, nie zaś najemnik, który wieje, kiedy może, bo jest tylko najemnikiem, któremu nie płacą za nadstawianie głowy. Zawodzi go trochę retoryka, bo ten "braterski naród" mógł sobie podarować. Wystarczyłby "niezłomny". Ileż to przecież dla nas znaczy! Ten jeden przymiotnik! I ten drugi: "węgierski"! No ale nie możemy zapomnieć na jakim etapie mądrości się znajdujemy i jacy kolesie robią u nas w propagandzie. Za dobrze by było. Przecież to nie Toyah ani Integrysta doradzają premierowi w sprawie samku, proporcji i decorum. Ech..., ze starej piersi się wyrwało ...
Powiecie, że nie jest w Budapeszcie, tylko że był. No nie wiem. Zajrzę w poniedziałek do gazowni i tvn24, a może nawet jutro, posłucham tego wycia, albo skomlenia, a może tej głuchej ciszy, sławnego milczenia znanych wszystkim proroków, no i założę się, że będę miał wątpliwości, czy p. Morawiecki był, czy może jednak chyba raczej wciąż tam jest w tym Budapeszcie. Nie ma go, a jakoby by był. ... Akuku ...
W. Orban: "Nie chcemy przechodzić do polityki postchrześcijańskiej czy ponarodowej. Chcemy umacniać rodzinę, dzieci, tożsamość chrześcijańską, opierać gospodarkę na pracy. Nasze tożsamości narodowe muszą umacniać Europę. Nie chcemy żyć w Imperium, ale w wolnych państwach narodowych. Europa może być mocna tylko wtedy, gdy państwa członkowskie są mocne."
Ale dowalił. No jasne że ma zielone światło w postaci tzw. Trójmorza. Trump mu poświecił. Ale on tak mówił jeszcze przed Trumpem. I to mówi kalwinista Orban. Heretyk? Jeśli już to taki, który uważnie przeczytał kilka homilii św. Jana Pawła Wielkiego, zwłaszcza tych wygłoszonych na Węgrzech. I chyba również Pamięć i tożsamość tegoż samego Wielkiego. No i encykliki społeczne. Rzecz jasna, polemizowałbym z tym opieraniem gospodarki na pracy. Ja wolę opierać na własności, ale Orban nie czytał jeszcze (jeszcze) Hipolita Korwina-Milewskiego. A przecież imć Hipolit też Korwin. Nadto ja chce żyć w Imperium. Wiem, że nie doczekam, ale albo będzie Imperium albo nas zjedzą. Tak, niech to nam zbuduje Król Odwieczny, no ale tu jednak trzeba się natrudzić. A więc jednak praca. Owszem, intelektualna, aż do bólu głowy i wrzodów na żołądku. I liczenie kasy. Nie ma zmniłuj. Ale nie do ..., jakiej wszyscy wiemy, śmierci. Góra stoi. Ja może ciągle w biegu. Ale jednak punktem odniesienia jest góra, czyli I (słownie pierwsza) Rzeczypospolita (z poprawkami), a raczej po prostu Rzeczypospolita Polska (to mania prześladowcza jakaś te numerki!), i razem Święte Królestwo Madziarów (z przed haniebnego Mohacza'1526).
Pisał poeta: "Przepraszam ciebie, Bratysławo, Hradce Kralowe, złota Prago / Za śmierć jaskółki tamtej wiosny i polskie czołgi na Wełtawą" (Andrzej Garnczarek). Zapomniał o Mohaczu. Raczej nie wiedział. A tu trzeba by dopisać "i ciebie święta Budo za spod Mohacza zdradę." Ale wygląda na to, że chyba Kaczyński i jego i nasz Hermes Morawiecki zrobili to. I nadto nasi, którzy do Budapesztu jeżdżą ze sztandarami.
M. Morawiecki: "Grupa Wyszechradzka daje UE solidny wzrost gospodarczy, bezpieczeństwo, stabliność polityczną i mocno proeuropejską postawę." Czyli liczymy kasę. Nieustająco liczymy i szukamy nowej. Nadto, według znanej tu wszystkim Brzytwy Coryllusa, "mocno proeuropejska zastawa", pardąs, "postawa" (pomyliło mi się przez tą Brzytwę z fechtungiem) znaczy Polexit i Hungexit i jaki tam jeszcze nam się zamarzy exit. Kolejne cytaty na temat Via Carpatia i Trójmorza zdają się tylko potwierdzać tego zawoalowane pogróżki. Via Carpatia czyli powrót do koncepcji Mniszyskowej i razem Kazimierzowskiej, z tym zamkiem na szlaku bursztynowym, niech nam Mniszysko przypomni jego nazwę, gdzie Kazimierz zrobił sobie letnią rezydencję i chyba też jakieś targi. O! Przypomniałem sobie, Biecz! Zatem kolejne spotkanie Orbana z Kaczyńskim w królewskim Bieczu.

I jak widać na załączonym obrazku, a raczej tym filmie powyżej, ktoś już pracuje nad tym Bieczem i to pieczołowicie.
Nie twierdzę, że te poetyckie aluzje do Polexitu są jakieś strasznie poważne. Po prostu tego nie wiem i wiedzieć nie mogę jako żuczek-ciułacz. Ale konfiguracja wyglądać inaczej nie chce. Może nie jest nieubłagana, ale możliwości decyzji są ograniczone, jakoby zerojedynkowe. Może o to właśnie chodzi p. Merkel et consortes? Kasę i tak weźmie. I nie odda. A my możemy sobie wychodzić do woli, ale bez kasy. Tak naprawdę możemy wyjść i usamodzielnić się tylko wtedy, gdy do spółki z Orbanem ogramy ich, rozbijemy bank i wszystko będzie nasze. Na to chyba i sam Hermes Morawiecki-Borowiecki(vel Śniechowski) nie ma koncepcji.
W końcu chcę i muszę powiedzieć, że w świetle tego spotkania premier jawi mi się jako przede wszystkim człowiek Kaczyńskiego. Wszelkie rekomendacje dotyczące jego ekonomicznej osoby, zwłaszcza te przed wyborami A. D. 2015 na temat Morawieckiego jako przymusowego ministra finansów dla jakiejkolwiek koalicji, mam na myśli przede wszystkim tę wypowiedź p. Lejba Fogelmana na temat M.M., nagraną na podłuchach w Sowie, czy gdzie tam, wyglądają na rzecz podsłuchaną i zapożyczoną od JK.
Dlaczego to jest takie ważne? Bo nie mamy, ja przynajmniej, żuczek-ciułacz na wylocie, nie mam innego sojusznika na poziomie władzy jawnej, który by stwarzał takie zagrożenie dla smoczych gildii w Polsce jak JK. Aktualne czy potencjalne, ale zawsze. Potencjalnym też nie pogardzę. Nie ma innej figury na tej szachownicy. Nie rozumie JK filozofii ziemiańskiej i kwestii własności? No to nie rozumie. Socjalizm żobliborski? Bardziej etatatyzm i demokratyzm. Ale Niepokonani'2012 czy Ordo Iuris jeszcze takiego sukcesu jak on, nie odnieśli, choć nieźle sobie radzą. Nadto partii raczej nie stworzą, tylko będą kogoś tam promować i popierać. Przekleństwo z tymi partiami. Nic na to nie poradzę.
DLATEGO WSZYSTKIM WAM, MILI PAŃSTWO, NAJLEPSZEGO CO MOŻE BYĆ W TYM NOWYM ROKU I BŁOGOSŁAWIEŃSTWA KRÓLA WIECZNEGO, o paradoksie, NOWONARODZONEGO, JEGO MATKI I OPIEKUNA I OD TRZECH KRÓLI-MĘDRCÓW, aby i nam tej mądrości użyczyli faskę ... albo i więcej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz