piątek, 13 stycznia 2017

Czy Patryk Wega Krzemieniecki zabił Daniela z Ełku?

Obejrzałem niedawno Pitbulla. Nowe Porządki. Po części z nadzieją, że będę miał o czym pisać. Nie zawiodłem się. Jak państwo wiecie, zaczyna się prawie jak u mistrza Alfreda H. Z tym, że najpierw jest nie trzęsienie ziemi, tylko trzęsawka. Dokładniej trzęsawka dwu obnażonych ciał, kobiecego i męskiego, spółkujących ze sobą. Czyli orgazm. Ale taki, że … ech … drżyjcie narody.
Jak najskromniej spuściłem wzrok, przesłoniłem ekran dłonią. Ale to, co zobaczyłem, wystarczyło. Wystarczyło bym poczuł to coś z razu nieokreślonego, co potem kojarzyło mi się z zawstydzeniem, a właściwe było odczuciem mdłości. Mam taką ambicję by być nie tylko staromodnym ale i wyrozumiałym, dlatego długo nie chciałem się do tego przyznać przed sobą samym. Ale ten problem rezerwuję tylko dla siebie.
Zatem Pitbull 2 zaczyna się „niemal” jak u Hitchcocka, na tym jednak podobieństwa kończą, bo zamiast lepiej, dalej jest już tylko gorzej. Dzień po obejrzeniu Pitbulla 2 zadałem sobie pytanie, który z holiłudzkich filmów, albo angielskich, a nawet szwedzkich, a nawet jugosłowiańskich, zaczyna się od takiego pornosa. Emmanuel, powiecie. Nie wiem, nie oglądałem, być może. Nie jestem koneserem kina. Być może państwo mnie poprawicie, ale nie przypominam sobie żadnego. Jest taki film z Melem Gibsonem, gdzie, jak relacjonują podglądający go policjanci, uprawia on sex z panią swego serca przez cztery godziny. Jest nawet niedyskretny rzut oka przez lornetę na miłosną parę, ale są tam jakieś zasłony. W innym filmie O czym myślą kobiety, owszem, jest nawet uniesienie erotyczne, ale nie ma tam ani takiej „krowa na rowie” golizny, przepraszam, „kawa na ławę” golizny ani takiej trzęsawy jak w Pitbullu.
Czemuż, ach czemuż? Zachodzę w głowę. Zachodzę i wychodzę, aż mnie ta głowa zaczyna bloleć. Potem dostaję jakiegoś skurczu w okolicach osierdzia. Co prawda skurcz serdeczny jest znacznie bardziej dojmujący, kiedy patrzę na zdjęcie Daniela z Ełku, znanego w mediach jako Daniel R. Wredny dziad jestem, ale te skojarzenia są nieodparte. Założę się, że Daniel z Ełku i jego kumple, również ci, którzy przypuścili atak na tunezyjski Prince Kebab, oglądali Pitbulla, wszystkie trzy części, a na pewno dwie pierwsze. Państwo, którzyście zmarnowali te parę gdzin na wszystkie trzy, a choćby i te 133 minuty na Pitbulla 2, wiecie jak wygląda tam ów „strumień świadomości”, to znaczy strumień pomyj.
Choćby ten fragment, kiedy kolejna kochanka Miami’a wyznaje mu miłość, licytując ofertę tej poprzedniej kobiety, chyba tej, z którą spółkował on na początku filmu, obietnicą plasterków ogórka dodawanych codziennie do kanapki. Bohater wymięka. Jego serce zostaje podbite za pomocą plasterków ogórka. Chciałbym, żeby to było śmieszne. Niestety, Miami wyraża to za pomocą znanego wulgaryzmu zaczynającego się na literę k, który w slangu, oznacza kobietę rozwiązłą, nadto spełnia często funkcję znaku przestankowego lub przerywnika, pauzy do namysłu.
Najważniejszy jednak moment w tym nurcie rynsztoka, moment kulminacyjny, moment najwyższego najpięcia, po którym atmosfera stopniowo opada, następuje kiedy, młody gangster Zupa (Krzysztof Czeczot), wódz gangu mokotowskiego zostaje aresztowany. Ogląda właśnie sobie spokojnie pornosa, widocznego wyraźnie bez przesłon na dużym telewizyjnym ekranie (drugi już orgazm w tym filmie), tymczasem policja pod wodzą Miami’a szturmuje drzwi do jego pokoju. Drzwi stawiają opór. Policjanci wołają do niego przez drzwi by się od nich odsunął i położył się z rękami na głowie. Wszystko realistycznie i prawidłowo. Zupa leży, czeka aż oni rozwalą te drzwi i cichutko nuci sobie ni mniej ni więcej tylko pieśń religijną, pogrzebową, „Przybądźcie z nieba” znaną również jako „Anielski orszak”. Właśnie to, nic innego. Spokojna liryczna melodia, jak i treść pieśni stanowią właściwy kontrast do dramatyzmu chwili. To z nerwów i ze strachu, powie nam pan Wega Krzemieniecki. Nic innego nie może śpiewać. Jakże przenikliwy psychologizm socjologa filmowego i razem reżysera, kandydata na Oscara.
Czemuż, ach czemuż, zpyta leśny dziadek? Czemu nie nuci ten Zupa „Stairway to heaven” albo „Freedom”, albo „Cygańskiej rapsodii” albo coś z diskopolo? Przecież diskopolo to jest naturalna muzyka jego środowiska. A bo to nie tak prosto, odpowie nasz pretendent do Oscara. Przynależność do grupy społecznej nie jest tak jednoznaczna. Jego rodzice są przeciętnymi warszawskimi mieszczanami. Ja się znam na tym, mam dyplom z socjologii. Aha, zmiesza się elokwentny, choć niezbyt domyślny, dziadek: Znakiem tego oni są katolami. Pan to powiedział, wzruszy ramionami Krzemieniecki reżyser. Katoliccy mieszczanie, poza tym, nie słuchają ani Led Zeppelin ani Mercury’ego. Aha, zmiesza się znowu starszy pan, to takie są owoce kato-dulszczyzny. Mieszczaństwo katolickie wychowuje swoich synów na gangsterów, erotomanów i homoseksualistów – bo w podtekście scenariusza Zupa ma jakiś problem ze swoją tożsamością płciową, jest na jej punkcie przewrażliwiony, ogląda pornosy, żeby potwierdzić swoją męskość. Krzemienicki socjolog skromnie spuści oczęta, błyśnie łysiną, zamruga powiekami i cicho szepnie: Pan to powiedział, nie ja.
Stoimy tu wobec bardzo podobnego problemu, który jest zawarty w art. 196 KK, dotyczącym obrazy uczuć religijnych. Powiecie państwo, że mamy tu nie podobieństwo, ale dokładnie ten przypadek, obraźliwą aluzję wymierzoną przeciw uczuciom religijnym. Tak, ale ja nie o tym chcę tu pisać. Chodzi mi jednak o podobieństwo strategii, które karmi się brakiem dobrej woli wobec Kościoła. Pan Wega Krzemieniecki sugeruje, że wierzący to, według najłagodniejszej terminologii Pitbulla, po prostu frajerzy i szmaty, co to nawet małolata nie potrafią wychować i zawsze albo często wychowują jakichś porąbańców.
Małolata trzeba najpierw pogłaskać po ramieniu, przytulić, potem walnąć w plecy, zmieszać z błotem, pod pretekstem, których w małoletniej nieudolności jest tak wiele. Potem znowu przytulić, potem znowu wdeptać go w glębę za jakieś jego niedoskonałości, bo tych są tysiące, potem znowu go poklepać po ramieniu i powiedzieć coś czułego i poczęstować go piwkiem, tak żeby już całkowicie go złapać na haczyk serceszczypatielnyj, a potem, to już luz, wystarczy opowiedzieć mu, jak to było za pierwszym razem i pokazać mu jakieś soft porno. Wtedy będzie już wiedział co i jak i w którym miejscu wstawiać k… a w którym inne mięso. Już będzie z niego chłopak git i nikt mu nie podskoczy. Zarwie każdą cizię. Zrobi kasę. A w końcu pokocha dzieci.
Dlatego ludzi wierzących należy właśnie potraktować jak drażliwych dziwaków. Można sobie robić jaja z tzw. wartości religijnych, ale trzeba rzucić im jakiegoś ochłapa, jakąś protezę prawnej ochrony, bo się dziadki i babcie wściekną i jeszcze coś gorszego wymyślą. Inkwizycję albo co?
Art. 196 KK sam w sobie jest obrazą nie tylko wiary, ale i zwykłego zdrowego rozsądku. Dlaczego? Ponieważ w szyderstwie z symboli katolickich i z wiary nie chodzi o obrazę. O co chodzi? Odpowiedzią jest instalacja przedstawiająca św. Jana Pawła II przygniecionego kamieniem, meteorytem spadłym z nieba. Odpowiedzią jest potok pomyj, wylanych na obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Szyderstwo z symboli katolickich i z katolickiej ortodoksji jest prostą zachętą, prowokację do aktów przemocy na wierzących. Powtórzę, gdyby ktoś nie dosłyszał, jest prowokacją do aktów przemocy na wierzących.
Aż do mordu włącznie.
Nie budźcie w ludziach bestii, albowiem raz zbudzona, nie zatrzyma się przed niczym.
Katoli trzeba tępić jak wszy, sugeruje Wega Krzemieniecki, bo zatruwają tylko atmosferę i psują smak życia. To jest głos bestialstwa! Powtórzę dla lepszej słyszalności, to jest zakamuflowane bestialstwo, zawoalowane pozorami realizmu psycho i socjologicznego. To jest patologia.
No to jeśli Daniel z Ełku z kumplami oglądali Pitbulla, to on, powiecie państwo, powinien wyżyć się na religijnym muzułmaninie. A on tylko ukradł mu dwie butelki Coli. Żart jakiś!? Ach, nie, powiedzą socjologowie i propagandyści zatrudnieni na etatach dziennikarskich. To jest zupełnie inna sytuacja. Nie wiadomo, czy ten tunezyjczyk był religijny, czy był praktykujący itp. Na to leśny dziadek wkurzy się i zakrzyknie, nieuki, nie macie pojęcia o islamie i islamskich społecznościach. Nie ma czegoś takiego jak człowiek żyjący w islamskim środowisku i niepraktykujący. Nie praktykować to on sobie może na delegacji, albo na stypendium, daleko od swojej rodziny i sąsiadów. Albo jeśli ma tyle kasy, że stać go na rezydencję z wysokim murem, oddział ochroniarzy i adwokatów.
Ale konflikt, zakrzykną obrońcy Wegi wolnomyśliciela, był wynikiem nacjonalistycznej propagandy po śmierci tego polskiego kierowcy w Berlinie. Bogu ducha winni muzułmanie w Ełku stali się ofiarami frustracji i odreagowania gniewu, skądinąd naturalnego, wynikłego z karygodnego zabójstwa. Przecież właściciel tego kebaba nie miał z tym nic wspólnego. To było prymitywne odreagowanie uprzedzeń rasowych podsyconych tragicznym zbiegiem okoliczności. Te zamieszki w Ełku potwierdzają to.
O ignorancjo dyplomowana! O niewolnico propagandy! O oświecona ciemnoto! Dlaczego nie sprawdzisz bilingów tunezyjskiego właściciela ełckiego kebaba i jego kucharza. Co on robił na zapleczu, kiedy poszedł tam podobno według pewnego „życzliwego” donosu, odreagować zaczepki Daniela. Odejście na stronę właściciela jest jak najbardziej prawdopodobne. Poszedł np. zadzwonić po posiłki. Albo do swojego protektora/doradcy.
To sprawa policji, powiedzą bracia wolnego ducha. Nie, to jest wasza sprawa i nasza. Bo jak wejdziecie w konflikt ze zorganizowaną przestępczością to te sztampy propagandowe okażą się pułapką. Pogubicie się w meandrach kryminalnych i prawnych. Być może w takiej sytuacji lenistwo niektórych ludzi pójdzie na korupcję, będą kipieli gniewem sprawiedliwym, ale jak co do czego przyjdzie, stulą uszy po sobie, dadzą w łapę, ale pójdą na jakiś deal, dokonają kompromisu, umoczą się, i będą załatwionie do zafajdanego zgonu a ich dzieci jeszcze dłużej. Że co? Że już weszli w układ z układem? Aha, to ich trochę tłumaczy. Ale nie usprawiedliwia.
To jest niemożliwe, żeby młodzieniec z subkultury, czy po prostu prowincjusz szukający pracy, po prostu ot tak wyniósł te butelki Coli z baru z jakiegoś kaprysu, na złość albo dla jaj. No powiecie państwo, że to uprzedzenia rasowe podsycone tragiczną śmiercią Polaka z rąk jakiegoś muzułmanina. Z uprzedzeń rasowych nie dokonuje się tak śmiesznych kradzieży. Uprzedzenia rasowe prowadzą do dyskryminacji i do aktów przemocy. To nie uprzedzenia rasowe są podłożem tych wydarzeń. Daniel z Ełku miał jakieś towarzyskie kontakty, "żył" w jakiejś grupie. Czy mogła ona składać się z aż dwustu młodych mężczyzn, skinów czy jakichś blokersów? Raczej nie. Nie wszyscy z atakujących kebab znali go tak dobrze, żeby aż tak boleśnie odczuć jego tragiczną śmierć. Jeśli Daniel poważył się na taki czyn i jeśli przychodźcy odpowiedzieli mordem, znaczy to że to są porachunki między skonfliktowanymi środowiskami. Były one skonfliktowane od dawna. Konflikt narastał. Śmierć polskiego kierowcy w Berlinie była tylko kropelką oliwy dolaną do ognia.
Co ci chłopcy powiedzieliby o Pitbullu? Niezły pornos, ale widzieliśmy lepsze. Założę się że połowa, może jedna trzecia z nich powiedziałaby to nieszczerze. Jakaś ich część, mimo że ogląda czasem pornosy, to jednak z jakimś niesmakiem. Czemu? Bo oni wiedzą, albo przeczuwają, że nie na tym polega szczęście. Dziewczyny rozwiązłe, zdemoralizowane nie nadają się na żony. Nie stworzą atmosfery domu. Nawet jeśli ci chłopcy, nie myślą w ten sposób, to po prostu pogardzają takimi rusałkami. Wszyscy, co do jednego. Wielu z nich wykorzystuje takie dziewczyny, ale ich nie szanuje i nie wiąże z nimi przyszłości. Jak mawia klasyk, skąd ja to wiem? Ćwiczyłem z takimi chłopakami.
O właściwej treści filmu powiedzą: Mafia? Tak. Taka jest mafia. Rzeźnicy. Ale gogusi z katolskich rodzin tam nie ma. Policja? Ściema. Nie tak wygląda policja. No może czasem się trafi taki uczciwszy cwaniak Gebels. Ale przeważnie to galareta, trzesą tyłkiem o swój stołek, kasę i w ogóle. Skąd ja to wiem? Z tych krótkich wymian zdań z policją pokazanych na filmowych relacjach z Ełku. Nie jest to wcale obiektywny i sprawiedliwy osąd ludzi pracujących w policji. Ale posłuchajcie państwo tych chłopaków. Oni żądają od policji, żeby zajęli się bandytami a nie gnębili uczciwych ludzi. Te chłopaki nie ufają policji. Oskarżają ją o branie w łapę od kolorsów. Być może, dlatego Daniel z Ełku ukradł te dwie butelki, żeby wystawić siebie i zadomowionych przybyszów na konfrontację z policją, żeby pokazać jakimi kolorowi są bandytami. Nie pomylił się, ale tylko co do, poziomu moralnego przybyszy. Takie zabójstwo domaga się wyjaśnienia, czy jego sprawce nie jest przypadkiem doświadczony nożownikiem, a może i szkolonym. Daniel zaryzykował i niestety poniósł najwyższą cenę. Jeśli nie jestem daleki od prawdy, CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI!
I jeszcze jedno. Czemu Pitbull 2 jest taki paskudny? Nie tylko przez ten dęty seks i ten rynsztok. Również przez tą kretyńską, obleśną kompozycję długiego nosa i czarnej brody Miami’a z jego irokezem ala De Niro z Taksówkarza. Nie ma szans. Pan Krzemieniecki Oscara nie dostanie. Z resztą nie za to mu płacą. Wszak jest on socjologiem. Jego działka to formatowanie tubylców tak by nie wychylili się ponad poziom grupy niewolniczej.


Ps. To mój pierwszy tekst na blogspocie, trzeci w sieci, dwa pierwsze w salonie24. Wprowadzam następujące zasady na moim blogu:

Do nieznanych mi blogerów i komentatorów będę zwracał się per Pani/Pan, to znaczy pani lub pan, małą literą, bo inaczej staw serdeczny mi wysiądzie od tego shifta. Różnie to bywało z moją korespondencją z innymi komentatorami. Czasem mówiłem do nich per pani/pan a czasem per ty do tych samych osób. Zatem wszyscy, którym odpowiadałem, albo odpowiadali mi w komentarzach, mogą do mnie zwracać się według upodobania, per ty albo per pan.
Ogólnie zachęcam komentujących do używania zwrotów grzecznościowych. To jest wielkie osiągnięcie naszych przodków, że te słowa Pani, Pan, Państwo tak się upowszechniły w naszym narodzie, iż niezależnie od dochodu i statusu społecznego do osoby, którą znamy krótko lub powierzchownie, zwracamy się za ich pomocą. Słowa te wyrażają szacunek i zachęcają do wzajemności.
Nie będę przechodził na ty z moimi nowymi korespondentami. No chyba, że spotkamy się w realu i uściśniemy się serdecznie. Jeśli mój nowy korespondent/komentator uporczywie będzie zwracał się do mnie per ty, zbanuję bez litości. No chyba że mnie powali na kolana swoim komentarzem, to wtedy podaruję. Ale tylko pod tym warunkiem.
Panie Siostry, Panowie Bracia, drodzy Państwo za język wulgarny będę banował, nie za pojedyncze słówka typu d…, pojedyncze przekleństwa typu cholera, kurcze, nawet ku… m… , ale za uporczywe sprowadzanie naszego języka do rynsztoka. Ja nawet dla siebie nie rezerwuję języka rynsztokowego. Bardzo nie lubię wulgarnych określeń intymnych części ciała i słów typu je..ć, pier...ć. Proszę uważać. Mam adhd, lekkie lub średnie.
Będę banował za świadome i wredne trollowanie, za uporczywe trwanie w poglądach błędnych i głupich, za lenistwo, czyli za brak chęci do wysiłku intelektualnego, za chamstwo.
Będę banował za pyskówki między komentatorami. Trzymajmy poziom.

14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Później, kiedy sprawa zaczęła znikać z mediów pojawiła się informacja, że zabity był skazany dwukrotnie - ale w związku z konfliktem z tą samą osobą. Nie mówię, że jest - ale to może być wskazaniem, że ktoś go "zrobił" karnie, bo go nie lubił.

      Druga, też być może istotna informacja - fakt, że sprawcy natychmiast mieli prawnika i to takiego, co ma powiązania z Warszawą (wiem, bo sprawdziłem na stronie kancelarii).
      Czyli - sprawca nie wie, co się wydarzyło - ale wie, że prawnik jest mu potrzebny i nie ma trudności w zorganizowaniu.
      Świadczy to o tym, że korzystali z usług prawnika wcześniej i to tego prawnika lub, że ktoś im go załatwił, gdy byli już w areszcie.

      W mediach (niestety) obowiązuje zasada, że pierwszeństwo w czasie daje pierwszeństwo w narracji. Kto pierwszy powie "jak jest" ten wygrywa, bo tę jego wersję pozostali klepią bez refleksji.

      p.s.
      wstrzeliłeś się z blogowaniem w zmiany na S24 :)
      Mam nadzieję, że nie będzie tak,że na blog trzeba będzie mieć koncesję.

      Usuń
    2. Był też w sieci taki tekst "życzliwego anonima", teraz już nie mogę go znaleźć, który był tam na miejscu i pisał jak Daniel wyzywał obsługę kebaba. Zakładam że ten facio faktycznie tam był, może i Daniel zachowywał się niegrzecznie, ale możliwe że jego zachowanie jest przerysowane. Że "życzliwy anonim" tam był sugeruje mi opis zachowania obsługi, bodajże właściciela, czy kelnera. Że się niby uśmiechał miło i był uprzedzająco uprzejmy, nie wierzę, ale jest bardzo przekonujący ten fakt jego wyjścia na zaplecze. Zniknął na zapleczu! Po co? Żeby się przegrupować. Zasięgnąć opinię, skonsultować się np. z kucharzem nożownikiem, może zadzwonić gdzieniegdzie, upewnić się że Daniel jest tylko desperatem a nie nasłanym prowokatorem przez policję, że ma gwarancje nietykalności i może spokojnie dokonać prowokacji. Mógł to wiedzieć znacznie wcześniej, tak jak mógł znać i mieć kontakt z prawnikiem mafijno-służbowym. Czekali tylko na eskalację emocji i na odpowiedni moment i na odpowiednią ofiarę. Moment niezły, tydzień i kilka dni po zabójstwie polskiego kierowcy w Berlinie.
      Ciekawy jest wpis Pink Panthera u Coryllusa, nadaje tam o podobnej akcji w Krakowie, zasztyletowanie młodego Polaka znowu przez kucharza chyba bliskowschodniego. I charakterystyka tych kebabów, słaby ruch, małe zainteresowanie klientami, wyglądają jak domu odpoczynku dla morderców-złodziei po akcjach.
      Mój znajomy chciał skorzystać z toalety w podobnym kebabie w Berlinie. Wszedł i od razu mu się odechciało. Wszyscy obecni bliskowschodni obdarzyli go jednoznacznym spojrzeniem bazyliszka.
      Nadto Terlikowski dał głos, nędza nieprawdopodobna: http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/terlikowski-na-lamach-malego-dziennika-uwielbiam-kebab-szanujmy-arabow/1jrxwk1

      Koncesja, mówisz. No to trzeba się spieszyć. Złożyć świadectwo.
      Zmiany na S24 wymusiły na mnie założenie bloga na blogspocie.

      Usuń
  2. Trzeba było wcześniej Wacek zacząć blogować, a nie mordować się z tymi komentarzami. Dobrze Ci idzie, ale cholera wie, czy to nie jest schyłek tego wszystkiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Ja zawsze spóźnialski, na ostatnią chwilę. Ale nawet jeśli schyłek, to jednak zawsze jakaś brzytwa albo deska. To mnie zmobilizowało żeby spróbować przelicytwać św. pamięci Niewolnika. Pracuję nad tym. No i teksty, pracuję nad kilkoma tematami. Ogólnie to jest schyłek wielu rzeczy. Kasa się kończy miszczowi Jerzemu, Trumpek szarpie się o kasę z City i Chińczykami, Putina próbuje wziąć na partnera strategicznego, być może nawet Chińczyków chce wpuścić do spółki. A nasi najemnicy na froncie propagandowym lewym i prawym ciągle liczą że przynajmniej zostawią im rolę kapo. Nie wiem, może jakieś szanse mają, ale jeśli ktoś mierzy nisko, to spadnie jeszcze niżej. Tylko chyba Prezes i O. Dyrektor to rozumieją, no i kilku Biskupów.

      Usuń
    2. Nadto musiałem dojrzeć do blogowania. Pytam się np. Toyaha, że chcę pisać i jak sądzi czy mam szansę, głupie pytanie w sumie, ale mimo to on mi podsuwa coś ważnego, że komentowawanie to nie to samo co pisanie na blogu. Ma rację.

      Usuń
  3. Serdecznie o akapity Panie Magazynierze proszę, bo przyjemność czytania cierpi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Domyślam się że chodzi o tabulator, bo akapity są tylko nie ma odstępu między akapitami i wcięcia początku pierwszego zdania. Myślałem że blobspot sam zrobi odstępy. O wcięciu zapomniałem. Ale będzie. Następny razem zresztą będzie obrazek z dymkami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczęść Boże Panie Magazynierze, zaczęłam bywać w różnych miejscach. Salonu nie polubiłam, ale Pana Magazyn może być bardziej przytulny.
    Faktycznie powinniśmy się tytułowac Pan/Pani, bo przecież polskie Pany z nas.
    Tymczasem chciałam się tylko przedstawić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj Boże. Bardzo mi miło. Znamy się z blogu Coryllusa. Ten sam magazynier.

      Usuń
  6. Witaj! Dodaję Cię do "obserwowanych", tu: http://atemcom.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie że jesteś. Co by to było gdyby ciebie nie było. Wkrótce nowe teksty.

      Usuń
  7. Obiecanki cacanki. Nowe teksty. Przepraszam wszystkich zainteresowanych. Poprostu zdecydowałem się na nagłe 3 tygodniowe zamówienie tekstu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nadto jakaś zaraza się przyplątała.

    OdpowiedzUsuń