niedziela, 4 lutego 2018

Sprawiedliwy pośród Niemców (Sigmar Gabriel) czyli Nagroda dla MM i JK za konsekwencję – z dedykacją dla pani Paris

Po czasie (o 23:20, dwie godziny po wpisaniu tego tekstu na portalu SN) zorientowałem się, dzięki tadmanowi, któremu wdzięczność, że dziwnie brzmi to przypisanie "sprawiedliwości pośród Niemców" panu Gabrielowi, zresztą w zamierzeniu przypisanie jemu owej sprawiedliwości było hiperbolą, bo w kilku fragmentach szef niemieckiej dyplomacji lawiruje, ale o tym w dalszej części. Nie zmienia to faktu, że MM i JK zmusili pana Gabriela do owego oświadczenia. Co więcej na tle przejrzystych i moralnie jednoznacznych oświadczeń premiera Morawieckiego - z Markowej i tego wygłoszonego w j. angielskim na tle zdjęć z Oświęcimia - oświadczenie ministra Gabriela z jego unikami i trickami retorycznymi, a nawet w niektórych fragmentach z moralną dwuznacznością, wygląda jak gonitwa w piętkę. Tak jakby, mimo presji wywieranej na naszych polityków, Niemcy i Izrael musiały teraz doganiać Polskę, zaś reszta świata albo milczeć albo zatykać uszy. Świadectwo bowiem niezakłamanej historii ma w sobie tę prawdę, która broni się swoją autentycznością.
Teraz dwa pierwsze zdania z jego oświadczenia: „Pełne rozliczenie z własną historią i z własną odpowiedzialnością jest dla nas Niemców stałym moralnym zobowiązaniem w obliczu zbrodni popełnionych przez Niemców i przez Niemcy także w Polsce. Nie ma najmniejszej wątpliwości co do tego, kto jest odpowiedzialny za obozy zagłady, kto je prowadził i kto zamordował w nich miliony Żydów europejskich – a mianowicie Niemcy.” – oświadczył w sobotę 3 lutego Sigmar Gabriel, niemiecki minister spraw zagranicznych, czym wprawił mnie w zdumienie (https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/sigmar-gabriel-o-uzyciu-terminu-polskie-obozy-smierci,811962.html). Nie muszę tłumaczyć, co znaczy to oświadczenie dla uporczywej, antypolskiej propagandy Izraela i środowisk żydowskich. Będą one zapewne udawać, że nie słyszą, i że jeszcze bardziej nie słyszą. Ale to udawanie stanie się tym wyraźniejsze. (Po czasie dopisuję, że Żydzi zapewne będą zadowoleni z dalszych fragmentów zawierających dwuznaczności i czołobitne pokłony przed kultem żydowskich roszczeń. Ale jednak wytłumaczę, co to znaczy zwłaszcza to pierwsze zdanie dla uporczywego wałkowania przez propagandę izraelską kłamstwa antypolskiego. Znaczy mianowicie, że Żydzi albo mylą się albo kłamią używając nazwy "polskie obozy koncentracyjne". Oraz że potencjalnie Niemcy biorą roszczenia żydowskie na siebie, również majątkowe. Mimo dalszych zakłamań i uników w wypowiedzi pana Gabriela, jest to sukces premiera Morawieckiego i Kaczyńskiego. Rzecz jasna, ta deklaracja może się zmienić. Zobaczymy.)
Właściwie dlaczego mam się dziwić. Wszak nasz premier, Prezes PiS jak i Prezydent wykazują się normalną, na tle całej politycznej klasy europejskiej - niestety - zdumiewającą konsekwencją a także lojalnością nie tylko wobec swoich wyborców, ale więcej jeszcze, wobec całej historycznej wspólnoty naszego narodu. Nawet jeśli nie rozumieją do końca, Kto jest źródłem prawa, to jednak sprawiają wrażenie, iż owo Źródło Odwieczne czują.
Nie jestem sympatykiem socjaldemokracji i zdaję sobie sprawę, że oświadczenie Sigmara Gabriela może być ruchem odcięcia się od lecącej w dół p. Merkel. Ale przede wszystkim jest reakcją na celne oświadczenie wygłoszone przez premiera Morawieckiego w Markowej w Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów: „Polska nie była współodpowiedzialna za Holokaust. Nie pozwolimy nikomu, aby używał frazy ‘polskie obozy śmierci’. ” Zwięźle, konkretnie i na temat. I te właśnie słowa oznajmiają, że Polacy nie byli nazistami. Tak jak historia Ulmów, o której m.in. opowiada ekspozycja w Markowej, wskazuje, że z racji drastycznych nieludzkich kar stosowanych przez Niemców, po prostu z powodu groźby sadystycznego mordu, nie można Polaków oskarżać o współudział w zagładzie Żydów, a tym bardziej o nazizm. W ten sposób premier odwalił robotę, którą powinien już dawno wykonać p. Świrski wraz z Polską Fundacją Narodową w formie co najmniej filmu dokumentalnego na temat heroicznych i dlatego prawdziwie świętych Ulmów, którzy złożyli świadectwo do przelania krwi, martyrium, w imieniu całego narodu wierzącego w Chrystusa, a nawet w imieniu Polaków niewierzących, zagubionych, wątpiących, bo i ci w chwilach skrajnych potrafili odnaleźć swoje sumienie i zachować się jak trzeba.
Oczywiście my wiemy, że w nowelizacji ustawy o karalności za przypisywanie Polsce i Polakom odpowiedzialności za zbrodnie niemieckie, jest ten spróchniały punkt 3 artykułu 55a. Komentarz jego dotyczący, z dedykacją dla p. Paris, będzie jednak w dalszej części.
Teraz o kolejnym plusie dla Morawickiego juniora, mianowicie o filmie z jego oświadczeniem pełnym ekspresji i niekłamanego wzruszenia, wygłoszonym w komunikatywnej, angielszczyźnie gramatycznie poprawnej, z jednym tylko błędem wymowy i jednym gramatycznym. Można go odsłuchać w polskim tłumaczeniem ze znakomitą ilustracją filmową tutaj: https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/sigmar-gabriel-o-uzyciu-terminu-polskie-obozy-smierci,811962.html , w okienku z filmowymi materiałami. A oto tekst polski tego oświadczenia: „Polska była pierwszą ofiarą III Rzeszy w czasie wojny. Śmierć i cierpienie w nazistowskich obozach koncentracyjnych były wspólnym losem Żydów, Polaków, przedstawicieli innych narodów i grup etnicznych. Negowanie Holokaustu to nie tylko negowanie zbrodni niemieckich, ale jednocześnie inny sposób fałszowania historii. JEDEN Z NAJGORSZYCH PRZYKŁADÓW TEGO KŁAMSTWA, ma miejsce wtedy, gdy ktośpomniejsza odpowiedzialność prawdziwych sprawców i PRZYPISUJE TĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ OFIAROM. Chcemy walczyć przeciwko temu kłamstwu w każdej jego formie. Dlatego nowelizujemy ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej. Walcząc przeciw fałszywym twierdzeniom, przypisującym Rzeczypospolitej Polskiej uczestnictwo w niemieckiej machinie zbrodni, Polska broni prawdy. Holokaust był niewyobrażalną tragedią dla Polski. …”
Pozostała jeszcze druga część, ale zaszczyt wysłuchania jej i obejrzenia zostawiam do waszej dyspozycji, mili państwo. Tekst i film jest majstersztykiem propagandy i dyplomacji. Niczego mu nie brakuje. MM nadrabia w ten sposób zaległości stworzone przez zbędną metaforykę w swoim pierwszym oświadczeniu.
A tu dalsza część oświadczenia p. Gabriela:
„... To nasz kraj i nikt inny popełnił to zorganizowane masowe morderstwo. Pojedynczy kolaboranci nic tu nie zmieniają. Ja sam przez 15 lat organizowałem i prowadziłem wyjazdy dla grup młodzieży do Miejsc Pamięci w byłych obozach koncentracyjnych Auschwitz i Majdanku. Nic nie było dla mnie przy tym tak oczywiste jak fakt, że były to niemieckie obozy koncentracyjne, które nie przez przypadek były w Polsce. Kultura polska miała bowiem zostać tak samo zniszczona jak całe życie żydowskie. Trzy miliony spośród ponad sześciu milionów zamordowanych Żydów pochodziło z Polski. Świadomość tej historycznej winy jest częścią dzisiejszej niemieckiej tożsamości w naszym demokratycznym państwie i stanowi podstawowy konsensus wszystkich demokratycznych sił w naszym kraju. Dlatego Niemcy, również we własnym interesie, będą przekazywać pamięć o tych okrucieństwach młodym pokoleniom i nie dopuszczą do żadnej relatywizacji. Jesteśmy przekonani, że tylko staranne rozliczenie z własną historią może przynieść pojednanie. Do tego potrzeba, aby ludzie, którzy doświadczyli nieznośnych cierpień w wyniku Shoah, mogli mówić o tych cierpieniach bez ograniczeń. W związku z tym Polska może być pewna, że każda forma fałszowania historii, jak sformułowanie ,polskie obozy koncentracyjne', zostanie przez nas jednoznacznie odrzucona i ostro potępiona (http://www.tvn24.pl)
(O 23:20 przeczytałem komentarz tadmana, który uświadomił mi, że nieuważnie przeczytałem oświadczenie, w którym jest nie tylko skrzypiąca furtka, ale i fortel ratujący pana Gabriela przed zarzutem o podkładanie się pod nasze żądania reparacji wojennych, mianowicie zdanie w którym podkreśla się tylko ofiary ze strony żydowskiej, przemilcza się natomiast ofiary polskie. Nic innego nie mógł zrobić p. Gabriel. Jest bowiem dyplomatą niemieckim i musi lawirować, żeby utrzymać słupki poparcia w przyszłej kampanii. Czyżby inny pan Gabriel, polsko-języczny, wszystkim dobrze znany w Szkole Nawigatorów, miał rację, że nasze nadzieje na niemieckie reparacje to mrzonki?)
Teraz więc kilka akapitów z dedykacją dla p. Paris. Jestem jej to winien.
Niech mi wolno będzie streścić tu, mili państwo i przemiła pani Paris, arcyciekawą wymianę sądów między bosonem a Wolframem. Pisze Wolfram w powyższym komentarzu pod tekstem bosona (http://boson.szkolanawigatorow.pl/pozal-sie-boze-eska): "jak się wydaje (JK) został atakiem Izraela zaskoczony." Boson zgłasza zdanie przeciwne, bo to Izrael jest zaskoczony, bo najpierw miała być załatwiona reprywatyzacja nieruchomości, a potem zaklajstrowana nowelizacja za pomocą próchna (art 55a pt 3). JK ze znanym wszystkim wdziękiem przejął bykowca, jak pisze boson, i trzasnął, trzask - nowelizacja przed reprywatyzacją. Zagrał Izraelowi na nosie. Taki eksperyment. Co zrobi koszerny, jeśli wyrwać mu bykowca? To jakbyzaskoczenie, ze strony JK, MM i PAD, wywołane atakiem ze strony Izraela, napięcie na ich twarzach, to poprostu kara jaką poniósł on i dwaj pozostali panowie za eksperyment, czyli presja jaka teraz na nim i na PAD i MM jest wywierana. Ale śmiem twierdzić, że trzej panowie wiedzą co robią.
My prostaczki mamy problemy ze zrozumieniem zabiegów niejawnych wychodzących poza jednoznaczne deklaracja. Na jednoznaczne deklaracje może sobie teraz pozwolić BS. Bo taka ona jest i za to ją cenimy. Dlatego być może, żeby się nie spaliła w ogniu presji, JK postawił ją na drugim froncie. Sztuka walki jest sztuką kiwania przeciwnika. Dlatego JK i MM wydają się nam cwaniaczkami, co nie jest do końca prawdą. Ze ich usprawiedliwiam, nie znaczy, że we wszystkim mamy się zgodzić z nimi. Nie da rady. Moje poparcie dla nich jest szczere, bo męczą się chłopaki, to widać, walczą z determinacją, ale jest to poparcie taktyczne. Moja wiara jest inna niż ich. Choć nie tracę nadziei, że spotkamy się w końcu pod berłem Pańskim nawet jeszcze w doczesności.
P. Świrski być może poniesie konsekwencje swojego kunktatorstwa, albowiem powołał organizację (Ligę Obrony Dobrego Imienia Polski), która tylko w drobnym wymiarze wypełniła swoją misję. Zaś oceniając po owocach działalności Polskiej Fundacji Narodowej, podejrzewać nam wolno, że w stosunku do amerykańskiego, angielskiego i izraelskiego rynku treści była ona zaprzeczeniem misji owej Ligi. P. Świrski prawdopodobnie rozumie na czym polega rola kanału dystrybucji treści propagandowych i taki kanał stworzył. Przy czym utopił w tym kanale sporo kasy. MM ma ochotę pociągnąć go do odpowiedzialności. Czy są te organizacja (PFN i Liga) kanałem trwałym i czy ostoją się wobec konsekwentej woli politycznej MM, JK i PAD? Czy zodołały się podpiąć pod globalne prądy niestety antypolskie? Zobaczymy. W tle mamy podejrzenie, na razie potwierdzane przez media nieprzyjazne PiSowi, że p. Świrski był pośrednikiem we wprowadzeniu próchna do nowelizacji ustawy, czyli punktu 3 artukułu 55a, o niekaralności kłamstwa artystycznego i naukowego (sic!!!). Aż mnie w dołku zabolało jak to napisałem. "Kłamstwo naukowe" - to już nie jest oksymoron nawet, to paranoja. 
Dużo też wskazuje, że trwa nadal jakieś ukryte napięcie między Solidarną Polską w osobie min. Ziobry i Jakiego a MM i JK. Albowiem wygląda na to, jak pisze Onet, że prowadzili oni własną politykę, własne rozmowy z politykami Izraelskimi w sprawie nowelizacji ustawy, której nie trzeba było nowelizować, albo nowelizować, ale nie w taki sposób.
Po na myśle Wolfram zmoderował swoje wnioski na bazie donosów Onet  (pod tekstem bosona http://boson.szkolanawigatorow.pl/pozal-sie-boze-eska#31131), wszak Onet jednak jest niemiecką agencją: "Nie wiadomo, kto winny - i czy winny - bo zapisy samej ustawy są takie - że do przyjęcia (są jakimś kompromisem) - a PiS, jak się wydaje został atakiem Izraela zaskoczony. Za mało wiemy - a wiemy tyle, że cedzą nam informację przez zęby. Oczywiście można powiedzieć, że muszą, bo taka jest natura negocjacji - ale czasem się okazuje, że coś trzeba było wyciągnąć na światło dzienne wcześniej - bo nie ma się do czego odwołać - a druga strona nie ma skrupułów.
Na plus - oceniam to, że jednak stanowisko jest twarde - a co będzie, czas pokaże. Nie wątpliwie od wielu lat po raz pierwszy nie ustępujemy - mam nadzieję, że nie mylę się w tej ocenie. Co do tego, czy to Prezes jest lepszy, czy Prezydent - to się okaże - ich motywacje są różne od propaństwowych, po całkiem banalne. Stawiam na Prezesa, liczę na Prezydenta - ale powiem, jak mi kiedyś klient, jak miałem kłopoty z dostawą towaru i nie miałem dobrej odpowiedzi, bo nie ode mnie zależało - że mi ufa, ale mi nie wierzy.
p.s. link to wprawdzie Onet - niemniej nie sądzę, by to była czysta konfabulacja - jeśli chodzi o kalendarium. dziennikarze chwalą się, że ludzie z PiS czasem im coś przynoszą 'prywatnie' - pomimo, że oficjalnie są na wojennej ścieżce."
Ja również poruszam się na tym terenie po omacku. Węszę, bo jestem psem, ale trudno mi często wyważyć proporcje i wybrać właściwy trop. Tym nie mniej jestem psem. I nie tylko ja. O tym w kolejnym tekście.

sobota, 6 stycznia 2018

Jak nasz Premier w Budapeszcie pod europręgierzem ... Czyli dar Trzech Króli (coś faktycznie dobrego, z osobną dedykacją dla Miniszyska).



Bez ironii. Na serio uważam, że to coś dobrego. Ocknąłem się właśnie z mojego stukania powszedniego, usłyszałem felieton prof. Ryby, całkiem niezły, chyba dlatego, że mówił bardziej jako komentator stosunków międzynarodowych niż jako wykładowca doktryny pana Dmowskiego. No i obudziłem się. I na gorąco tępię ostrzę swojej złośliwości wobec Mateusza Morawieckiego. Podejrzliwej mojej czujności nie wygaszam, boć to polityk. Nadal patrzę na ręce, czyli na czyny, ale nie tylko jemu. Wszystkim, łącznie z panem Kaczyńskim. I na gorąco komnetuję, a raczej dzielę się moimi odczuciami. Zauważam też, że Orban prawdziwy Gospodarz, umie wyluzować swojego gościa, co widać na powyższym zdjęciu.
Nie czytałem komentarzy gazownianych, ale spodziewam się takiego samego skowytu jak po spotkaniu pana Jarosława z panem Wiktorem w Niedzicy (22 września 2016, o ile dobrze pokazują te niusy z dawnych "sanacyjnych" czasów), boć to wszystko w cieniu zananej a sławnej i wszczętej już ze szczętem procedury unijnego paragrafu, czy czegoś tam, nr 22, pardąs, nr 7 - nieuleczalne skojarzenia z kultuowym, przynajmniej dla mnie, dziełem Hellera Paragraf 22. I czegoś jakoś dziwnie to wszystko buduje i nadyma moje polityczne ego.
Nadto patrzcie, mili państwo, to jakiś nomen omen, a raczej znak czasu, bo ni mniej ni więcej ale mamy kolejne spotkanie prezesowego i razem naszego Hermesa znowu z panem Wiktorem w bliskim sąsiedztwie wielkiego święta, święta przybycia Trzech Króli na uczczenie narodzin Króla Odwiecznego. Analogie i aluzje pozostawiam wszystkim i sobie do słodkiej kontemplacji. Nie mówię, że od razu jakaś nowa gwiazda nam zajaśniała, ale przecież znane są państwu te cytaty (z piątkowego Naszego Dziennika):
W. Orban: "Dobrze jest rozpocząć nowy rok z przyjaciółmi. Taki początek to dobry znak na cały rok. A nam potrzebne są dobre znaki, bo to będzie ważny rok dla Europy."
M. Morawiecki: "Cieszę się, że mogę odbyć pierwszą zagraniczną wizytę jako premier właśnie tu, w Budapeszcie. Cieszę się ze wspaniałego przyjęcia przez niezłomny, braterski naród węgierski, wielki naród węgierski. Chciałbym podkreślić, że mamy wspólne spojrzenie na bieżące sprawy."
No i ja cieszę się, jak mawia znany wszystkim klasyk, jak jasna cholera. Tam w Budapeszcie p. Morawiecki jest moim premierem, bo moim premierem jest, bo robi to, co musi, co musi czynić Gospodarz, czyli prawdziwy Gospodarz, nie zaś najemnik, który wieje, kiedy może, bo jest tylko najemnikiem, któremu nie płacą za nadstawianie głowy. Zawodzi go trochę retoryka, bo ten "braterski naród" mógł sobie podarować. Wystarczyłby "niezłomny". Ileż to przecież dla nas znaczy! Ten jeden przymiotnik! I ten drugi: "węgierski"! No ale nie możemy zapomnieć na jakim etapie mądrości się znajdujemy i jacy kolesie robią u nas w propagandzie. Za dobrze by było. Przecież to nie Toyah ani Integrysta doradzają premierowi w sprawie samku, proporcji i decorum. Ech..., ze starej piersi się wyrwało ...
Powiecie, że nie jest w Budapeszcie, tylko że był. No nie wiem. Zajrzę w poniedziałek do gazowni i tvn24, a może nawet jutro, posłucham tego wycia, albo skomlenia, a może tej głuchej ciszy, sławnego milczenia znanych wszystkim proroków, no i założę się, że będę miał wątpliwości, czy p. Morawiecki był, czy może jednak chyba raczej wciąż tam jest w tym Budapeszcie. Nie ma go, a jakoby by był. ... Akuku ...
W. Orban: "Nie chcemy przechodzić do polityki postchrześcijańskiej czy ponarodowej. Chcemy umacniać rodzinę, dzieci, tożsamość chrześcijańską, opierać gospodarkę na pracy. Nasze tożsamości narodowe muszą umacniać Europę. Nie chcemy żyć w Imperium, ale w wolnych państwach narodowych. Europa może być mocna tylko wtedy, gdy państwa członkowskie są mocne."
Ale dowalił. No jasne że ma zielone światło w postaci tzw. Trójmorza. Trump mu poświecił. Ale on tak mówił jeszcze przed Trumpem. I to mówi kalwinista Orban. Heretyk? Jeśli już to taki, który uważnie przeczytał kilka homilii św. Jana Pawła Wielkiego, zwłaszcza tych wygłoszonych na Węgrzech. I chyba również Pamięć i tożsamość tegoż samego Wielkiego. No i encykliki społeczne. Rzecz jasna, polemizowałbym z tym opieraniem gospodarki na pracy. Ja wolę opierać na własności, ale Orban nie czytał jeszcze (jeszcze) Hipolita Korwina-Milewskiego. A przecież imć Hipolit też Korwin. Nadto ja chce żyć w Imperium. Wiem, że nie doczekam, ale albo będzie Imperium albo nas zjedzą. Tak, niech to nam zbuduje Król Odwieczny, no ale tu jednak trzeba się natrudzić. A więc jednak praca. Owszem, intelektualna, aż do bólu głowy i wrzodów na żołądku. I liczenie kasy. Nie ma zmniłuj. Ale nie do ..., jakiej wszyscy wiemy, śmierci. Góra stoi. Ja może ciągle w biegu. Ale jednak punktem odniesienia jest góra, czyli I (słownie pierwsza) Rzeczypospolita (z poprawkami), a raczej po prostu Rzeczypospolita Polska (to mania prześladowcza jakaś te numerki!), i razem Święte Królestwo Madziarów (z przed haniebnego Mohacza'1526).
Pisał poeta: "Przepraszam ciebie, Bratysławo, Hradce Kralowe, złota Prago / Za śmierć jaskółki tamtej wiosny i polskie czołgi na Wełtawą" (Andrzej Garnczarek). Zapomniał o Mohaczu. Raczej nie wiedział. A tu trzeba by dopisać "i ciebie święta Budo za spod Mohacza zdradę." Ale wygląda na to, że chyba Kaczyński i jego i nasz Hermes Morawiecki zrobili to. I nadto nasi, którzy do Budapesztu jeżdżą ze sztandarami.
M. Morawiecki: "Grupa Wyszechradzka daje UE solidny wzrost gospodarczy, bezpieczeństwo, stabliność polityczną i mocno proeuropejską postawę." Czyli liczymy kasę. Nieustająco liczymy i szukamy nowej. Nadto, według znanej tu wszystkim Brzytwy Coryllusa, "mocno proeuropejska zastawa", pardąs, "postawa" (pomyliło mi się przez tą Brzytwę z fechtungiem) znaczy Polexit i Hungexit i jaki tam jeszcze nam się zamarzy exit. Kolejne cytaty na temat Via Carpatia i Trójmorza zdają się tylko potwierdzać tego zawoalowane pogróżki. Via Carpatia czyli powrót do koncepcji Mniszyskowej i razem Kazimierzowskiej, z tym zamkiem na szlaku bursztynowym, niech nam Mniszysko przypomni jego nazwę, gdzie Kazimierz zrobił sobie letnią rezydencję i chyba też jakieś targi. O! Przypomniałem sobie, Biecz! Zatem kolejne spotkanie Orbana z Kaczyńskim w królewskim Bieczu.

I jak widać na załączonym obrazku, a raczej tym filmie powyżej, ktoś już pracuje nad tym Bieczem i to pieczołowicie.
Nie twierdzę, że te poetyckie aluzje do Polexitu są jakieś strasznie poważne. Po prostu tego nie wiem i wiedzieć nie mogę jako żuczek-ciułacz. Ale konfiguracja wyglądać inaczej nie chce. Może nie jest nieubłagana, ale możliwości decyzji są ograniczone, jakoby zerojedynkowe. Może o to właśnie chodzi p. Merkel et consortes? Kasę i tak weźmie. I nie odda. A my możemy sobie wychodzić do woli, ale bez kasy. Tak naprawdę możemy wyjść i usamodzielnić się tylko wtedy, gdy do spółki z Orbanem ogramy ich, rozbijemy bank i wszystko będzie nasze. Na to chyba i sam Hermes Morawiecki-Borowiecki(vel Śniechowski) nie ma koncepcji.
W końcu chcę i muszę powiedzieć, że w świetle tego spotkania premier jawi mi się jako przede wszystkim człowiek Kaczyńskiego. Wszelkie rekomendacje dotyczące jego ekonomicznej osoby, zwłaszcza te przed wyborami A. D. 2015 na temat Morawieckiego jako przymusowego ministra finansów dla jakiejkolwiek koalicji, mam na myśli przede wszystkim tę wypowiedź p. Lejba Fogelmana na temat M.M., nagraną na podłuchach w Sowie, czy gdzie tam, wyglądają na rzecz podsłuchaną i zapożyczoną od JK.
Dlaczego to jest takie ważne? Bo nie mamy, ja przynajmniej, żuczek-ciułacz na wylocie, nie mam innego sojusznika na poziomie władzy jawnej, który by stwarzał takie zagrożenie dla smoczych gildii w Polsce jak JK. Aktualne czy potencjalne, ale zawsze. Potencjalnym też nie pogardzę. Nie ma innej figury na tej szachownicy. Nie rozumie JK filozofii ziemiańskiej i kwestii własności? No to nie rozumie. Socjalizm żobliborski? Bardziej etatatyzm i demokratyzm. Ale Niepokonani'2012 czy Ordo Iuris jeszcze takiego sukcesu jak on, nie odnieśli, choć nieźle sobie radzą. Nadto partii raczej nie stworzą, tylko będą kogoś tam promować i popierać. Przekleństwo z tymi partiami. Nic na to nie poradzę.
DLATEGO WSZYSTKIM WAM, MILI PAŃSTWO, NAJLEPSZEGO CO MOŻE BYĆ W TYM NOWYM ROKU I BŁOGOSŁAWIEŃSTWA KRÓLA WIECZNEGO, o paradoksie, NOWONARODZONEGO, JEGO MATKI I OPIEKUNA I OD TRZECH KRÓLI-MĘDRCÓW, aby i nam tej mądrości użyczyli faskę ... albo i więcej.